Wysychają rzeki
Z powodu niekończących się upałów, Wisłokiem płyną całe ławice śniętych ryb. Ale to nie wszystko. Rekordowo niski stan wody doprowadził do zawieszenia przepraw promowych na Sanie. W dodatku woda nadal opada.
Sytuacja w podkarpackich rzekach jest dramatyczna. Wisłok w okolicach Rzeszowa ma tylko 50 centymetrów głębokości. To w powiązaniu z nagłymi opadami deszczu spowodowało masowe śnięcia ryb. Służby ochrony środowiska uspokajają, że nie ma zagrożeniem dla zdrowia ludzi. Służby weterynaryjne ponownie ocenią w poniedziałek skalę zagrożenia i jeśli będzie to konieczne usuną śnięte ryby z wody.
Niski poziom rzek powoduje również spore problemy komunikacyjne. Z tej przeprawy korzysta codziennie kilkudziesięciu mieszkańców wsi Bieliny. Wiekszość - tak jak pani Renata - właśnie promem dojeżdża do Rudnika do pracy. Nie wyobraża sobie by przeprawa była nieczynna. Taka obawa jest realna bo San w okolicach Rudnika jest już bardzo płytki. Na środku rzeki woda sięga do kolan. W tym roku tak płytko jeszcze tu nie było. Wiesław Wójcik obawia się że może być jeszcze gorzej. Wtedy mieszkańcy Bielin by przedostać się na drugą stronę rzeki będą musieli nadkładać codziennie 12 kilometrów do mostu w Ulanowie lub Krzeszowie.
Od kilku lat zarząd dróg powiatowych w Nisku obiecuje mieszkańcom tej wsi budowę kładki przez rzekę. Na razie jednak na obietnicach się kończy.
Miłosz Cieszyński, Zenon Dubis/TVP3 Rzeszów

