Wyszli na ulice, bo mają już dość polityki władz
Kilkunastu mieszkańców Jasła wyszło wczoraj na ulice miasta, aby wyrazić swój sprzeciw wobec polityki polskiego rządu. Niewspółmierna w stosunku do potrzeb pomoc dla przedsiębiorców, chaos przy organizacji wyborów prezydenckich, wreszcie całkowite lekceważenie głosu obywateli, są ich zdaniem głównymi grzechami ekipy rządzącej krajem. Jak tłumaczą, swój apel kierują do wszystkich osób, którym zależy na demokracji i wolnej Polsce.
„Strajk Jasło – masz dość!”. Tym hasłem inicjatorzy niedzielnego protestu przeciwko poczynaniom polskiego rządu zachęcali mieszkańców Jasła do udziału w zaplanowanej na godz. 20. akcji. Na apel odpowiedziało łącznie kilkanaście osób, w tym czworo uczestników spotkania, które 1 maja bieżącego roku odbyło się na płycie jasielskiego Rynku. O wydarzeniu sprzed dziesięciu dni pisaliśmy w artykule > „Wszystko dzieje się, jakbyśmy byli w Korei Północnej”. Na płycie jasielskiego rynku kilka osób wystąpiło przeciwko polityce rządu. Dlaczego po raz kolejny zdecydowali się wyrazić głośno swoje niezadowolenie z sytuacji politycznej w Polsce? O to zapytaliśmy Jolantę Jachym, inicjatorkę protestu. – Chcemy żyć normalnie. Rządy Platformy Obywatelskiej to też nie były złote czasy. Jeżeli kradli to w białych rękawiczkach. Ten rząd natomiast robi to w biały dzień, bez żadnych zasad. Chcę podkreślić, że nie jesteśmy związani z żadną partią. Jesteśmy ruchem, który jest odpowiedzią na impulsy płynące ze społeczeństwa. Jest mnóstwo ludzi, którzy nie sympatyzują z żadną partią polityczną, a nie zgadzają się na to, co jest. Każdy rząd ma swoje za uszami i wszyscy dobrze o tym wiemy. Ten rząd jednak rozwalił nam w pięć lat Polskę – przekonuje.

Uczestnicy protestu, zgodnie z przyjętym przez organizatorów planem, zaczęli gromadzić się w jasielskim parku kwadrans przed godz. 20. Kilkadziesiąt minut później grupa kilkunastu osób z zachowaniem wymaganego przez obowiązujące przepisy prawa dystansu społecznego przemaszerowała wprost pod budynek Urzędu Miasta w Jaśle, czemu przez cały czas bacznie przyglądali się funkcjonariusze policji. To właśnie tam protestujący zdecydowali się wyartykułować swoje poglądy na temat poczynań polskiego rządu. W opinii Jolanty Jachym, decyzje podejmowane w ostatnich kilku tygodniach przez rząd stoją w sprzeczności z obowiązującym w Polsce porządkiem prawnym. Krytycznie ocenia przede wszystkim poczynania władz w sprawie wyborów prezydenckich, które miały odbyć się 10 maja bieżącego roku. – Nie pamiętam ja, jak również ludzie dużo starsi ode mnie, żeby w Polsce dwóch szeregowych posłów uzgodniło sobie, że nie będzie wyborów. Chodzimy na wybory, aby coś zmienić w tym kraju. Skoro władze są pewne, że dobrze rządzą powinny przeprowadzić te wybory, ale nie korespondencyjnie. Wszyscy wiemy, że takie głosowanie będzie oszustwem. Nie będzie ono uczciwe. W ich uczciwość wierzą chyba tylko wyborcy Prawa i Sprawiedliwości. Człowiek zdroworozsądkowy na pewno tak nie pomyśli. Moim zdaniem wybory powinny odbyć się jesienią na zasadach, jakie przewiduje konstytucja. Pan Gowin jest jak chorągiewka. Raz tu, raz tam, gdzie jest mu wygodniej, gdzie stołeczek. Sam przyznaje, że jest z Krakowa, Wstydzi się Jasła? My możemy się go wstydzić. Dla mnie nie jest człowiekiem godnym zaufania. Jego postawa to czysta polityczna kalkulacja. Tam nikt nie myśli o ludziach pracujących – wyjaśnia. Nie ukrywa również, że spodziewała się bardziej zdecydowanej postawy jasielskich przedsiębiorców, a co za tym idzie liczniejszego ich udziału w niedzielnym wydarzeniu. – Liczyliśmy na to, że przedsiębiorcy liczniej odpowiedzą na nasze wezwanie. Pamiętajmy, że usługi obecnie leżą. Spodziewałam się, że przedsiębiorcom będzie zależało na tym, aby przedstawić swoje postulaty. Może nie pojawili się tutaj dzisiaj obawiając się konsekwencji, ze strachu, a może nawet lenistwa. Nie potrafię tego zrozumieć. Ktoś, kto dzisiaj boi się tego, czy zdoła zapewnić byt własnej rodzinie powinien pokazać swoje niezadowolenie – tłumaczy.

Z uwagi na fakt, iż jednym z głównych motywów organizacji wydarzenia, było wezwanie do udziału w proteście lokalnych przedsiębiorców, wiele miejsca poświęcono właśnie sytuacji mikro i małych przedsiębiorstw, które swoją działalność prowadzą w Jaśle i okolicach. Swoje obawy, co do ich przyszłości na rynku postanowił wyrazić Piotr Bialik, przedsiębiorca. – Dzisiaj, przewidywanie tego, jaka będzie przyszłość lokalnych firm jest wróżeniem z fusów. Nie wiadomo, czy po tym, z czym mamy do czynienia dzisiaj, gospodarka zdoła się podnieść i w jakim zakresie. Wówczas okaże się, czy ci mali, fryzjerzy, kosmetyczki i inni zdołają stanąć na nogi i wrócą do poprzedniej formy. Faktem jest, że gospodarka przyjęła potężny cios – mówi. Dodaje również, że sporym problemem dla lokalnego rynku mogą okazać się wkrótce zmiany na rynku pracy, których kluczowym elementem będzie zmniejszenie zatrudnienia. – Musimy zdać sobie sprawę, że w Jaśle nie ma zbyt wielu pracodawców. Nie jest to taki rynek jak choćby Rzeszów, Kraków, czy Warszawa, że będzie w stanie wchłonąć pracowników, którzy pojawią się na rynku pracy. Przez wiele lat wypracowaliśmy sobie to, że praca była generalnie dla wszystkich. Teraz może się to zmienić. Szczególnie, kiedy pracodawcy zostali wyposażeni przez władze w narzędzia ułatwiające przeprowadzenie redukcji etatów. Grupowe zwolnienia widzę praktycznie w każdym zakładzie pracy. Każdej firmie rząd powinien pomóc. Chodzi jednak o to, aby ta pomoc faktycznie trafiała do przedsiębiorców. Dochodzą mnie słuchy, że pracodawcy wypełniają wnioski, które potem są odrzucane, bo na przykład nie zgadza się obrót o złotówkę. Chodzi o program realizowany przez Polski Fundusz Rozwoju. Może być tak, że pomoc okaże się niewystarczająca, jak choćby w przypadku pożyczki bezzwrotnej w kwocie 5 tys. zł. Jest tam warunek, że należy utrzymać firmę przez kolejne trzy miesiące. Jeżeli rynek pozostanie zamrożony to może się to okazać za mało, aby taka firma mogła przetrwać. Z drugiej strony trudno oczekiwać od państwa, że będzie rozdawało tyle pieniędzy, ile ktoś sobie zażyczy. Organizacja pomocy przedsiębiorcom jest tylko jednym z problemów. Najistotniejszym jest jednak łamanie prawa, konstytucji. Jak można żyć w kraju, w którym jeden człowiek decyduje o tym, co jest zgodne z ustawą zasadniczą – tłumaczy.

Niedzielny protest zakończył się po blisko czterdziestu minutach. Jego inicjatorzy zapowiadają, że nie był on ostatnim, jaki zdecydowali się zorganizować.
MD

