Żałoba w blasku fleszy
45
I mamy kolejną żałobę narodową. Tym razem z powodu katastrofy w Kamieniu Pomorskim. Od jakiegoś czasu zapanowała osobliwa moda na publiczne obnoszenie się ze smutkiem, a umartwianie się z powodu mniejszych czy większych tragedii weszło naszej władzy w nawyk. Weźmy jednak pod uwagę, że ten smutek nie zawsze jest wyrazem naszych osobistych uczuć, ale żalem wyrażanym na komendę - na rozkaz głowy państwa.




Okazji do pogrążania się w nieutulonym żalu w ostatnim dziesięcioleciu mieliśmy aż nadto. Powódź tysiąclecia w 1997 roku zabrała ze sobą 55 ofiar śmiertelnych. Wrzesień 2001 roku uświadomił ludzkości, że nic nie trwa wiecznie i niczego nie można być pewnym. Zamach na WTC uśmiercił niespełna 3 tysiące osób, w tym pięciu Polaków, a stratę bliskich Amerykanie opłakują do dziś. Trzy lata później, w marcu, spokój i poczucie bezpieczeństwa utracili Hiszpanie – w wyniku ataku terrorystycznego w Madrycie zginęło 191 osób. Z całą pewnością trudno będzie zapomnieć o tym, co wydarzyło się 26 grudnia 2004 roku. Kiedy większość z nas jednoczyła się przy świątecznym stole, w tym samym czasie olbrzymia fala tsunami w południowo-wschodniej Azji zabrała ze sobą prawie 300 tysięcy istnień ludzkich. Cały chrześcijański świat opłakiwał w kwietniu 2005 roku śmierć papieża Polaka, a my nauczyliśmy się kochać, szanować, przebaczać i doceniać dar życia. Na chwilę...





W tym samym roku, w lipcu została ogłoszona kolejna żałoba narodowa z okazji zamachu w Londynie. Wśród 55 ofiar śmiertelnych były 3 Polki. Żałobą narodową rozpoczął się rok 2006. Na rozkaz prezydenta naród polski pogrążył się w trzydniowym smutku, by uczcić pamięć 65 ofiar katastrofy budowlanej w centrum handlowym w Katowicach. Podczas zorganizowanej z tej okazji konferencji prasowej prezydent Lech Kaczyński ocenił, że to największa katastrofa w historii III Rzeczypospolitej. Kilka miesięcy później wydarzyła się kolejna, tym razem w kopalni Halemba, gdzie zginęło 23 osoby. Była to największa tragedia w górnictwie od 1979 roku. W poprzedniej, w kopalni Dymitrow w Bytomiu, wybuch pyłu węglowego uśmiercił 34 osoby. Kolejną okazją do wyrażania publicznego żalu mieliśmy w lipcu 2007 roku, po wypadku autokaru w Vizille, niedaleko Grenoble we Francji, w którym zginęło 26 osób. Nieszczęście, które dotknęło mieszkańców hotelu socjalnego też opłakujemy. Każdy z nas przeżywa ten dramat na swój sposób, bez obecności kamer telewizyjnych, bo nie robimy tego na pokaz. A może jednak?
W tych trudnych chwilach władze na czele z premierem i prezydentem RP bardzo chętnie się pokazują, współczują rodzinom ofiar, ze zrozumieniem kiwają głową. Towarzyszą temu słowa pełne ciepła i otuchy, obietnice pomocy, a wszystko to w pięknej oprawie pokazują media. I wszyscy są zadowoleni.
Szastanie żałobą stało się więc czymś zwyczajnym, czymś wbrew definicji. Według Wikipedii żałoba narodowa jest ogłaszana przez władze państwowe po śmierci wybitnej osobowości (najczęściej związanej z krajem jej ogłoszenia) lub z powodu wielkiej katastrofy. Może być ogłaszana na skutek tragicznych wydarzeń w kraju, w którym ją zarządzono, ale także jako rodzaj hołdu złożonego ofiarom podobnych zdarzeń (zamach, katastrofa naturalna lub inna) poza granicami państwa. Na czas jej trwania odwołuje się zazwyczaj imprezy masowe i widowiska rozrywkowe (koncerty, rozgrywki sportowe), zaleca się także powściągliwość w zachowaniu oraz zmianę programów TV (ograniczenie programów rozrywkowych, komedii).
Niestety nawet ci, którzy nie chcą się umartwiać, nie mają wyboru i muszą oglądać z góry nakazany smutek. Jaki jest sens żałoby na pokaz? Komu i czemu ma ona służyć?
Im większa liczba ofiar śmiertelnych, tym bardziej spektakularnie wyrażany żal. Bo czym różni się śmierć poniesiona w wyniku zamachu terrorystycznego, pożaru, katastrofy budowlanej, od śmierci np. w wypadku drogowym czy spowodowanej ciężką chorobą? I w jednym i w drugim umierają bliskie komuś osoby. Dla ich rodzin nie ma znaczenia, w jaki sposób straciły życie. Cierpią tak samo.
Na polskich drogach podczas weekendów, świąt ginie znacznie więcej osób i nikt z tego powodu ani raz nie ogłosił żałoby narodowej. Dlaczego? Bo nikt z nas nie potrzebuje towarzystwa kamer, aby płakać i modlić się nad grobem bliskiej nam osoby. To, co przeżywamy w duszy jest dla nas, nie dla publiczności.
(omega)




Okazji do pogrążania się w nieutulonym żalu w ostatnim dziesięcioleciu mieliśmy aż nadto. Powódź tysiąclecia w 1997 roku zabrała ze sobą 55 ofiar śmiertelnych. Wrzesień 2001 roku uświadomił ludzkości, że nic nie trwa wiecznie i niczego nie można być pewnym. Zamach na WTC uśmiercił niespełna 3 tysiące osób, w tym pięciu Polaków, a stratę bliskich Amerykanie opłakują do dziś. Trzy lata później, w marcu, spokój i poczucie bezpieczeństwa utracili Hiszpanie – w wyniku ataku terrorystycznego w Madrycie zginęło 191 osób. Z całą pewnością trudno będzie zapomnieć o tym, co wydarzyło się 26 grudnia 2004 roku. Kiedy większość z nas jednoczyła się przy świątecznym stole, w tym samym czasie olbrzymia fala tsunami w południowo-wschodniej Azji zabrała ze sobą prawie 300 tysięcy istnień ludzkich. Cały chrześcijański świat opłakiwał w kwietniu 2005 roku śmierć papieża Polaka, a my nauczyliśmy się kochać, szanować, przebaczać i doceniać dar życia. Na chwilę...




W tym samym roku, w lipcu została ogłoszona kolejna żałoba narodowa z okazji zamachu w Londynie. Wśród 55 ofiar śmiertelnych były 3 Polki. Żałobą narodową rozpoczął się rok 2006. Na rozkaz prezydenta naród polski pogrążył się w trzydniowym smutku, by uczcić pamięć 65 ofiar katastrofy budowlanej w centrum handlowym w Katowicach. Podczas zorganizowanej z tej okazji konferencji prasowej prezydent Lech Kaczyński ocenił, że to największa katastrofa w historii III Rzeczypospolitej. Kilka miesięcy później wydarzyła się kolejna, tym razem w kopalni Halemba, gdzie zginęło 23 osoby. Była to największa tragedia w górnictwie od 1979 roku. W poprzedniej, w kopalni Dymitrow w Bytomiu, wybuch pyłu węglowego uśmiercił 34 osoby. Kolejną okazją do wyrażania publicznego żalu mieliśmy w lipcu 2007 roku, po wypadku autokaru w Vizille, niedaleko Grenoble we Francji, w którym zginęło 26 osób. Nieszczęście, które dotknęło mieszkańców hotelu socjalnego też opłakujemy. Każdy z nas przeżywa ten dramat na swój sposób, bez obecności kamer telewizyjnych, bo nie robimy tego na pokaz. A może jednak?
W tych trudnych chwilach władze na czele z premierem i prezydentem RP bardzo chętnie się pokazują, współczują rodzinom ofiar, ze zrozumieniem kiwają głową. Towarzyszą temu słowa pełne ciepła i otuchy, obietnice pomocy, a wszystko to w pięknej oprawie pokazują media. I wszyscy są zadowoleni.
Szastanie żałobą stało się więc czymś zwyczajnym, czymś wbrew definicji. Według Wikipedii żałoba narodowa jest ogłaszana przez władze państwowe po śmierci wybitnej osobowości (najczęściej związanej z krajem jej ogłoszenia) lub z powodu wielkiej katastrofy. Może być ogłaszana na skutek tragicznych wydarzeń w kraju, w którym ją zarządzono, ale także jako rodzaj hołdu złożonego ofiarom podobnych zdarzeń (zamach, katastrofa naturalna lub inna) poza granicami państwa. Na czas jej trwania odwołuje się zazwyczaj imprezy masowe i widowiska rozrywkowe (koncerty, rozgrywki sportowe), zaleca się także powściągliwość w zachowaniu oraz zmianę programów TV (ograniczenie programów rozrywkowych, komedii).
Niestety nawet ci, którzy nie chcą się umartwiać, nie mają wyboru i muszą oglądać z góry nakazany smutek. Jaki jest sens żałoby na pokaz? Komu i czemu ma ona służyć?
Im większa liczba ofiar śmiertelnych, tym bardziej spektakularnie wyrażany żal. Bo czym różni się śmierć poniesiona w wyniku zamachu terrorystycznego, pożaru, katastrofy budowlanej, od śmierci np. w wypadku drogowym czy spowodowanej ciężką chorobą? I w jednym i w drugim umierają bliskie komuś osoby. Dla ich rodzin nie ma znaczenia, w jaki sposób straciły życie. Cierpią tak samo.
Na polskich drogach podczas weekendów, świąt ginie znacznie więcej osób i nikt z tego powodu ani raz nie ogłosił żałoby narodowej. Dlaczego? Bo nikt z nas nie potrzebuje towarzystwa kamer, aby płakać i modlić się nad grobem bliskiej nam osoby. To, co przeżywamy w duszy jest dla nas, nie dla publiczności.
(omega)
