Żniwa po ulewnych deszczach
33
W wyniku nocnych opadów deszczu zalanych zostało wiele gospodarstw domowych. Woda dotarła m.in. na osiedle Bolesława Prusa w Jaśle. Jedną z poszkodowanych jest pani Krystyna Bula, mieszkająca tam od ponad 30 lat.





Interwencje u władz nie odnoszą skutku
To jej posesję najbardziej dotknęły nocne opady. Nie był to jednak pierwszy przypadek. Jak się okazuje, takie sytuacje zdarzają się tu już od wielu lat. Liczne interwencje mieszkańców ulicy Prusa u władz miasta nie odnoszą skutku. Nie pomagają również starania radnego z tego osiedla, Stanisława Zająca. Wnioski, które składa na każdej sesji rady miejskiej, nie wzbudzają zainteresowania władz tym tematem.
Mieszkańcy osiedla jeszcze do niedawna mieli nadzieję, że projekt, który powstał za czasów rządów burmistrza Andrzeja Czerneckiego zostanie wreszcie zrealizowany. Okazuje się, że wraz z objęciem urzędu przez Marię Kurowską projekt trafił do szuflady, a powstał zupełnie nowy, zdaniem mieszkańców zupełnie bezsensowny.

Zły projekt, bo opracowały go poprzednie władze
Pierwotny plan przewidywał bowiem odprowadzenie wód deszczowych do kanałów kolejowych, usytuowanych pod ulicą Metzgera. – Mówiono wówczas, że kolektor jest za mały, więc czekaliśmy cierpliwie. Teraz już jest odpowiednio duży, ale projekt został odrzucony – mówi nam pani Krystyna. Z kolei nowy plan zakłada pompowanie wody do potoku w Żółkowie. – Siedzimy jak na bombie, bo jak już zrealizują ten projekt za ciężkie pieniądze, to przy takich burzach może wysiąść transformator albo zepsuje się pompa, to cała woda wróci tu z powrotem – martwi się Krystyna Bula.

Projekt autorstwa poprzednich władz miał zostać zakończony z dniem 31 grudnia 2007 roku. - Nie byłoby tego problemu, który jest dzisiaj, ani tego, który był w ubiegłym roku. Nie miał kto naciskać z Urzędu Miasta na wykonawcę projektu, który wygrał. To był projekt budowy odwodnienia ulic: Kolejowej, Prusa i Pelczara – tłumaczy zdenerwowany radny Stanisław Zając.
Zdaniem obecnych władz, gdyby został zrealizowany pierwotny plan, to woda wylałaby pod nowym wiaduktem. - Nawet gdyby tak się stało, to byłyby mniejsze szkody niż teraz. Jestem przerażona, że ten projekt będzie zrealizowany. Pan radny Zając przygląda się temu, interweniuje, ale on sam nie jest w stanie niczego zrobić – dodaje zrezygnowanym głosem pani Krystyna.
Panie radny, pan powinien dać sobie z tym spokój
Dowodem na to była ostatnia sesja rady miejskiej, 22 czerwca br., podczas której Stanisław Zając powrócił do tematu budowy odwodnienia. Usłyszał wówczas z ust burmistrz Kurowskiej, że po raz setny porusza ten temat i powinien dać sobie z tym spokój. – A ja sobie nie dam spokoju, bo ja występuję w obronie tych mieszkańców. Dzisiaj całą noc dzwonili do mnie, a ja już wychodzę z siebie, żeby tym ludziom pomóc. Dla tych mieszkańców to jest katastrofa, zalany cały dobytek. Dokąd będziemy czekać, żeby ta inwestycja wreszcie ruszyła? – zastanawia się po raz kolejny Zając.




Mogę tylko współczuć
Na miejsce przybyła w niedzielne popołudnie burmistrz Maria Kurowska. - Nie wyobrażałam sobie, że coś takiego może się dziać – powiedziała, witając się z panią Krystyną. Zapytaliśmy więc burmistrz jak w tej sytuacji może pomóc mieszkańcom osiedla. - Takich miejsc jest wiele w Polsce. Takie deszcze powodują takie straty. Ja mogę tylko współczuć. Dodaje jednak, że w fazie opracowywania jest wielomilionowy projekt. - Ta inwestycja musi być porządnie przygotowana. Nie jest rozwiązaniem zrobienie jakiejś doraźnej kanalizacji. My ją chcemy zrobić tak, aby to osiedle, które się rozbudowuje miało załatwioną sprawę raz na zawsze. Jest to sytuacja ekstremalna, bo przecież cała południowa Polska się topi i zalewa te domy, który nie były nigdy zalewane. My byśmy projekt już realizowali, gdyby były na to środki – wyjaśnia Kurowska.
Ulica Bolesława Prusa nie ma instalacji burzowej, dzięki której woda mogłaby być właściwie odprowadzana. - Jak są poważniejsze deszcze to nas tutaj wszystkich zalewa. Od kilku lat piszemy petycje, spotykamy się z panią burmistrz. Sprawa miała zostać rozwiązana już w tamtym roku. A tu dalej nic. Podobne sytuacje zdarzają się za każdym razem, kiedy są większe opady. Może nie tak jak teraz, ale woda podchodzi pod dom, osiągając ok. 20-30 cm wysokości – relacjonuje Krystyna Bula.
Panią Krystynę popiera jej sąsiadka, która też poniosła straty spowodowane nocnym deszczem. – Jak nie ma większych wylewów to władze są zadowolone, bo nic złego się nie dzieje. Za straty nikt mi nie wróci, bo ubezpieczenie płaciłam niewielkie. Może wystarczy na pomalowanie piwnicy.



W niedzielę popadało nie tylko w Jaśle
Gwałtowne oberwanie chmury przeszło również nad gminą Tarnowiec. Po raz kolejny zostały zalane Tarnowiec, Gąsówka, Umieszcz, Czeluśnica i Gliniczek. Strażacy PSP w Jaśle i okolicznych OSP przez cały dzień usuwali skutki nawałnic.
Niestety to jeszcze nie koniec
Synoptycy ostrzegają przed kolejnymi opadami deszczu. Ich skutkiem mogą być kolejne podtopienia. Informacje o podtopieniach można zgłaszać do: Państwowej Straży Pożarnej - numer alarmowy 998 lub 112, Straży Miejskiej - numer alarmowy 986 lub Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Jaśle - 013 448 63 70.
Katarzyna Pacwa-Wilk
Interwencje u władz nie odnoszą skutku
To jej posesję najbardziej dotknęły nocne opady. Nie był to jednak pierwszy przypadek. Jak się okazuje, takie sytuacje zdarzają się tu już od wielu lat. Liczne interwencje mieszkańców ulicy Prusa u władz miasta nie odnoszą skutku. Nie pomagają również starania radnego z tego osiedla, Stanisława Zająca. Wnioski, które składa na każdej sesji rady miejskiej, nie wzbudzają zainteresowania władz tym tematem.
Mieszkańcy osiedla jeszcze do niedawna mieli nadzieję, że projekt, który powstał za czasów rządów burmistrza Andrzeja Czerneckiego zostanie wreszcie zrealizowany. Okazuje się, że wraz z objęciem urzędu przez Marię Kurowską projekt trafił do szuflady, a powstał zupełnie nowy, zdaniem mieszkańców zupełnie bezsensowny.
Zły projekt, bo opracowały go poprzednie władze
Pierwotny plan przewidywał bowiem odprowadzenie wód deszczowych do kanałów kolejowych, usytuowanych pod ulicą Metzgera. – Mówiono wówczas, że kolektor jest za mały, więc czekaliśmy cierpliwie. Teraz już jest odpowiednio duży, ale projekt został odrzucony – mówi nam pani Krystyna. Z kolei nowy plan zakłada pompowanie wody do potoku w Żółkowie. – Siedzimy jak na bombie, bo jak już zrealizują ten projekt za ciężkie pieniądze, to przy takich burzach może wysiąść transformator albo zepsuje się pompa, to cała woda wróci tu z powrotem – martwi się Krystyna Bula.
Projekt autorstwa poprzednich władz miał zostać zakończony z dniem 31 grudnia 2007 roku. - Nie byłoby tego problemu, który jest dzisiaj, ani tego, który był w ubiegłym roku. Nie miał kto naciskać z Urzędu Miasta na wykonawcę projektu, który wygrał. To był projekt budowy odwodnienia ulic: Kolejowej, Prusa i Pelczara – tłumaczy zdenerwowany radny Stanisław Zając.
Zdaniem obecnych władz, gdyby został zrealizowany pierwotny plan, to woda wylałaby pod nowym wiaduktem. - Nawet gdyby tak się stało, to byłyby mniejsze szkody niż teraz. Jestem przerażona, że ten projekt będzie zrealizowany. Pan radny Zając przygląda się temu, interweniuje, ale on sam nie jest w stanie niczego zrobić – dodaje zrezygnowanym głosem pani Krystyna.
Panie radny, pan powinien dać sobie z tym spokój
Dowodem na to była ostatnia sesja rady miejskiej, 22 czerwca br., podczas której Stanisław Zając powrócił do tematu budowy odwodnienia. Usłyszał wówczas z ust burmistrz Kurowskiej, że po raz setny porusza ten temat i powinien dać sobie z tym spokój. – A ja sobie nie dam spokoju, bo ja występuję w obronie tych mieszkańców. Dzisiaj całą noc dzwonili do mnie, a ja już wychodzę z siebie, żeby tym ludziom pomóc. Dla tych mieszkańców to jest katastrofa, zalany cały dobytek. Dokąd będziemy czekać, żeby ta inwestycja wreszcie ruszyła? – zastanawia się po raz kolejny Zając.
Mogę tylko współczuć
Na miejsce przybyła w niedzielne popołudnie burmistrz Maria Kurowska. - Nie wyobrażałam sobie, że coś takiego może się dziać – powiedziała, witając się z panią Krystyną. Zapytaliśmy więc burmistrz jak w tej sytuacji może pomóc mieszkańcom osiedla. - Takich miejsc jest wiele w Polsce. Takie deszcze powodują takie straty. Ja mogę tylko współczuć. Dodaje jednak, że w fazie opracowywania jest wielomilionowy projekt. - Ta inwestycja musi być porządnie przygotowana. Nie jest rozwiązaniem zrobienie jakiejś doraźnej kanalizacji. My ją chcemy zrobić tak, aby to osiedle, które się rozbudowuje miało załatwioną sprawę raz na zawsze. Jest to sytuacja ekstremalna, bo przecież cała południowa Polska się topi i zalewa te domy, który nie były nigdy zalewane. My byśmy projekt już realizowali, gdyby były na to środki – wyjaśnia Kurowska.
Ulica Bolesława Prusa nie ma instalacji burzowej, dzięki której woda mogłaby być właściwie odprowadzana. - Jak są poważniejsze deszcze to nas tutaj wszystkich zalewa. Od kilku lat piszemy petycje, spotykamy się z panią burmistrz. Sprawa miała zostać rozwiązana już w tamtym roku. A tu dalej nic. Podobne sytuacje zdarzają się za każdym razem, kiedy są większe opady. Może nie tak jak teraz, ale woda podchodzi pod dom, osiągając ok. 20-30 cm wysokości – relacjonuje Krystyna Bula.
Panią Krystynę popiera jej sąsiadka, która też poniosła straty spowodowane nocnym deszczem. – Jak nie ma większych wylewów to władze są zadowolone, bo nic złego się nie dzieje. Za straty nikt mi nie wróci, bo ubezpieczenie płaciłam niewielkie. Może wystarczy na pomalowanie piwnicy.
W niedzielę popadało nie tylko w Jaśle
Gwałtowne oberwanie chmury przeszło również nad gminą Tarnowiec. Po raz kolejny zostały zalane Tarnowiec, Gąsówka, Umieszcz, Czeluśnica i Gliniczek. Strażacy PSP w Jaśle i okolicznych OSP przez cały dzień usuwali skutki nawałnic.
Niestety to jeszcze nie koniec
Synoptycy ostrzegają przed kolejnymi opadami deszczu. Ich skutkiem mogą być kolejne podtopienia. Informacje o podtopieniach można zgłaszać do: Państwowej Straży Pożarnej - numer alarmowy 998 lub 112, Straży Miejskiej - numer alarmowy 986 lub Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Jaśle - 013 448 63 70.
Katarzyna Pacwa-Wilk
