„Beczką” do Pakistanu
„Beczką” do Pakistanu
W miniony czwartek, 21 lutego w Zajeździe Pod Skałą odbyło się kolejne spotkanie z cyklu Jasielskich spotkań z podróżnikami. Tym razem Jasło odwiedziła Katarzyna Gembalik, która wraz z Mikołajem Książkiem przejechała ciężarówką z pakistańskiej Quetty do Warszawy. Po raz kolejny nie zawiodła publiczność wypełniając niemal do ostatniego miejsca salę, w której odbyło się spotkanie.
Spełnić marzenie
Swoją bogatą w szczegóły opowieść o pakistańskiej eskapadzie Katarzyna rozpoczęła od opisu przygotowań do podróży. Wszystko zaczęło się w lipcu 2006 r. Wiekowym mercedesem, popularną „beczką” zakupionym za niespełna 1000 zł Katarzyna i Mikołaj wyruszyli z Polski przemierzając kolejno: Białoruś, Ukrainę, Rosję, Abchazję, Gruzję, Azerbejdżan, Turcję, Iran, Pakistan, Afganistan oraz Indie. Dzięki kultowej już zdobyczy niemieckiej motoryzacji udało im się przemierzyć tysiące kilometrów jadąc przez Europę i Azję. Marzeniem oraz celem numer jeden było kupienie pakistańskiej ciężarówki, która miała dowieźć podróżników z powrotem do Polski.
Ciężarówka
Dzięki determinacji, pasji oraz zapałowi cel udało się zrealizować, choć konieczne było przezwyciężenie szeregu trudności. Barwna opowieść Katarzyny Gembalik była potwierdzeniem faktu, iż to właśnie ciężarówka jest głównym bohaterem historii tej niezwykłej podróży. Publiczność, rzecz jasna nieustannie raczona była widokiem wyjątkowo barwnego i zjawiskowego pojazdu. Pomyśleć, że gdyby nie pomoc Habiba i Abdullaha, pakistańskich przyjaciół Katarzyny i Mikołaja być może nie byłoby im dane zrealizowanie zamierzonego celu. Czas naglił, a suma pieniędzy, jaką mogli przeznaczyć na zakup wymarzonej ciężarówki okazała się zbyt mała. Z pomocą przyszedł Habib, który „dołożył” do ciężarówki brakującą część pieniędzy.
Zderzenie kultur
Wiele miejsca w swojej opowieści Katarzyna poświęciła pobytowi w Pakistanie opisując życie codzienne mieszkańców tego egzotycznego dla wielu Polaków kraju. Starała się przybliżyć atmosferę, jaka towarzyszy Pakistańczykom podczas Ramadanu, wspominając, że wspólnie z Mikołajem stosowali się do zasad przestrzeganych przez muzułmanów wstrzymując się od spożywania posiłków do zachodu słońca, tym samym zdobywając ich szczerą sympatię. Niezwykle interesujące okazały się spostrzeżenia dotyczące miejsca i roli kobiety w tamtejszym społeczeństwie. Podróżniczka starała się obalać błędne jej zdaniem stereotypy funkcjonujące w świadomości społeczeństw zachodnich a dotyczące kobiet w Islamie.

Powrót do domu
Teraz mogli wyruszyć z Quetty w drogę powrotną. Samą ciężarówką udało im się przejechać ponad 7 tysięcy kilometrów. Było to nie lada osiągnięcie biorąc pod uwagę, że pojazd pozbawiony był prędkościomierza, wskaźnika pomiaru ilości paliwa oraz innych elementów, które zazwyczaj przydają się podczas dłuższej jazdy samochodem. Jak wspominała Katarzyna, ciężarówka poruszała się z zawrotną prędkością ok. 40 km/h. Spali na zmianę w szoferce. Mocno we znaki wdał się im brak ogrzewania, bowiem już w Turcji zastał ich… śnieg.
W listopadzie 2006 r. Katarzyna i Mikołaj dotarli do Warszawy.
Po zakończonej prezentacji na podróżniczkę spadł grad pytań ze strony publiczności, na które mimo zmęczenia chętnie udzielała odpowiedzi.
Udało nam się również namówić Katarzynę na krótką rozmowę.
Red.: Po co to wszystko? Wielu ludzi wolny czas wolałoby spędzić siedząc na kanapie w ciepłych kapciach.
K.G.: Nie wierzę w to, że ludzie wolą spędzić wolny czas na kanapie. Wydaje mi się, że jest to kwestia energii. Gdyby mieli wybór, myślę, że każdy chciałby się ruszyć z miejsca.
Red.: Czy tak wyglądało to właśnie w twoim przypadku?
K.G.: U mnie nie było momentu zastanowienia się. Kiedy wyjechałam z Bieszczad na studia w pewnym sensie sama zaczęłam decydować o sobie. Nie było już konsultacji z rodzicami o zakresie tego, co dzieje się w moim życiu. Oczywiście mieli możliwość wypowiedzenia się na ten temat, ale to ja rozważałam czy wziąć to pod uwagę a nie odwrotnie. Zresztą to rodzice obudzili we mnie chęć do podróżowania. Nasze wakacje zawsze spędzaliśmy aktywnie. Były to często wakacje biwakowe, bez rozmachu i luksusowych wyjazdów. U nas nie było niedzieli w domu na kanapie. Może to jest właśnie to.
Red.: Co obok zakupu ciężarówki i powrotu nią do Polski z Pakistanu było celem waszej podróży?
K.G.: Celem było nic innego jak pojechać tam i kupić ciężarówkę. To, co miało się wydarzyć wokół niej miało być wartością dodaną. Nie chodziło o to, że my ją musimy mieć, że muszę mieć te kolczyki, ponieważ mi się podobają. Tak na prawdę to było niewytłumaczalne. Wierzyliśmy, że z tego wszystkiego wyjdzie nam coś… super. No i wyszło.
Red.: Patrząc na podróż z perspektywy kilku lat, czy jest coś, co zrobiłabyś inaczej?
K.G.: Nie. Ja niczego nie żałuję. Nawet, jeżeli spotykają mnie porażki staram się ich nie żałować, bo jest to doświadczenie, które może sprawić, że w pewnym momencie będę w stanie lepiej się zorganizować. Nie żałuję nawet, że teraz okradli mnie w Birmie. Ta podróż nigdy nie byłaby tak fajna jak ją wspominam. I tak wydałabym te pieniądze, a tak wydałam ich mniej w inny sposób.
Red.: Powiedziałaś, że lubisz gotować. Próbowałaś nawet przemycić do jadłospisu muzułmańskiej rodziny pierogi. Czy często wracasz do potraw, które spożywaliście w Indiach czy Pakistanie?
K.G.: Bardzo często. Niedawno wracając z Birmy przez Tajlandię mieliśmy jeden plecak na pusto po to aby zapakować w niego masę kulinarnych specyfików. Takim sztandarowym daniem z Pakistanu jest kurczak po pakistańsku. Jest to bardzo prosta potrawa. Kurczak smażony jest na mocnym oleju z pomidorami i przyprawą garam masala. Teraz jesteśmy fanami mango sticky rice. Jest to ryż, taki jak do sushi, trochę klejący. Po ugotowaniu na parze dolewa się do niego puszkę mleka kokosowego z szklanką cukru. Na to kroi się mango. Ma to niezwykły smak. Podczas podróży robię bardzo dużo zdjęć potrawom.
Red.: Czy podróż, o której dziś opowiedziałaś zmieniła cię?
K.G.: Bardzo. Miałam dwie podróże w swoim życiu, które mnie najbardziej zmieniły. Jedną z nich jest moja pierwsza i jedyna samotna podróż, którą odbyłam do Stanów. Pojechałam tam do pracy, ale jeździłam też przez miesiąc po kraju. Była to podróż, która zmieniła mnie, jako kobietę. Udowodniła mi, że nie potrzebuję nikogo, aby osiągnąć cel. Że jestem samodzielna, że dam sobie radę. „Pakistańska ciężarówka” było to sprawdzenie siebie w naprawdę ekstremalnych warunkach. Konfrontacja z inną kulturą, biurokracją, biedą, niezliczoną ilością problemów. Człowiek staje się silny. Ja mam coś takiego, że mając cel, czy to jest miłość, praca czy to jest zakup czegoś widzę go. Mam zadanie i je wykonuję. Dla mnie nie ma problemów po drodze. Oczywiście one są, ale staram się je rozwiązać i nie rozkładam rąk. Podróż sprawiła, że jestem na pewno silniejsza.
Red.: Gdybyś miała dokończyć takie zdanie: Dzięki podróży do Pakistanu stałam się osoba, która…
K.G.: Z pewnością dużo bardziej akceptuje inne kultury. Staram się ich nie oceniać.
Zapraszamy na kolejne spotkania.
PP.
