Czy bać się testerów?
Mało kto chciałby korzystać z cudzych rzeczy osobistych, włącznie z kosmetykami. Świadomość zasad higieny zniechęca nie tylko do pożyczania dezodorantu w kulce i grzebienia, ale też pomadek czy korektorów. Tymczasem w drogeriach bez oporów większość pań używa testerów, a przecież wśród nich niektóre mogą być zanieczyszczone, zwietrzałe lub narażające na kontakt z wirusami.
Nie chodzi tu bynajmniej o wody toaletowe, ale o kolorowe produkty do makijażu, wystawiane na ogólnodostępnych paletach, np. błyszczyki o gęstej konsystencji czy cienie, które wiele osób nabiera palcami. Z kolei bezpośredni kontakt z ustami mają testery pomadek, konturówek i błyszczyków w buteleczkach, które aplikuje się zanurzoną w produkcie gąbką czy pędzelkiem. Nie wiemy, kto i ile razy korzystał z nich przed nami: osoba w pełni higieniczna i zdrowa czy mająca właśnie opryszczkę, jęczmień, zapalenie spojówek albo cokolwiek innego, wykluczającego korzystanie z testerów.
Obaw nie powinniśmy mieć, gdy korzystamy z testerów w tubkach, np. podkładów (niektóre są jednak w słoiczkach) czy pojemników z dozownikiem (do środka nie dostają się bakterie).
Choć testowanie budzi wątpliwości, warunkuje trafny wybór. Produkt inaczej wygląda w opakowaniu, a inaczej na skórze. Odcień bezpieczniej jest obejrzeć na ręce, rozciera się go na przegubie dłoni, a jeśli na ustach czy powiece, to poprzez nałożenie na moment możliwie małej ilości (plamki, a nie robienie całego malunku). Często wybór koloru i tak bywa zawodny w sztucznym świetle perfumerii, więc zamiast samemu próbować 7 przypadkowych kolorów, lepiej doradzić się kogoś z personelu i dylematy ograniczyć do
2 - 3 produktów.
![]()
Największą słabość do testowania mają młode osoby, szukające w drogeriach kosmetycznych nowości lub... sposobu na spędzenie wagarów. Warto je uczulić, by zadbały o siebie, ale też i o bezpieczeństwo innych.
hk
Super Nowości z dnia 13_12_2007

