Czy strajk nauczycieli otrzeźwi rządzących?
We wtorek (29 maja) w całej Polsce odbył się dwugodzinny strajk ostrzegawczy w szkołach i przedszkolach. Na Podkarpaciu zastrajkowało 13 proc. placówek edukacyjnych - szkół i przedszkoli. Nauczyciele z regionu uważają, że zarząd ZNP ''puścił ich na żywioł''. Jednak większość pedagogów popiera postulaty protestujących.
- Prezesi poszczególnych oddziałów, które nie przyłączyły się do strajku, argumentowali to w podobny sposób: postulaty strajkowe nie powinny być adresowane do dyrektorów szkół, a na organizację protestu było zbyt mało czasu - wyjaśnia Stanisław Kłak, prezes Podkarpackiego Zarządu ZNP. - Doskonale rozumiem te zarzuty, czasu rzeczywiście było zbyt mało. Decyzję o przystąpieniu do strajku podejmowali indywidualnie członkowie ZNP, na nikogo nie naciskaliśmy i nie zmuszaliśmy do akcji, a pedagodzy popierają protest, chociaż uważają, że taka organizacja to puszczenie ich na żywioł.
W dużym mieście łatwiej zebrać ludzi
Najwięcej szkół i przedszkoli, bo aż 65 proc., zastrajkowało w Rzeszowie. - W dużym mieście szybciej można zwołać ludzi i zorganizować protest. Jednak uważamy, że samo ogłoszenie akcji protestacyjnej dało pozytywne efekty. Rozpoczęły się rozmowy, a kilka z naszych postulatów ma szansę na realizację - dodaje prezes Kłak.
- Akcja protestacyjna odbyła się bez problemów, uczniowie przyszli na zajęcia dopiero na trzecią godzinę lekcyjną - mówi Jadwiga Świętoń, przewodnicząca koła ZNP w II LO w Rzeszowie.
- W naszej szkole strajku nie było z bardzo prozaicznych powodów: przewodnicząca koła ZNP przebywa na urlopie - mówi Małgorzata Wójtowicz, zastępca dyrektora w SP nr 23 w Rzeszowie. - Jednak członkowie ZNP w pełni solidaryzują się z protestującymi i popierają postulaty związku.
PAULINA BAJDA/Super Nowości

