Dzieci śledzone w sieci
Dziennik lekcyjny, na który każde dziecko patrzyło kiedyś głównie ze strachem, traci swoją moc. Coraz więcej szkół oferuje rodzicom e-dziennik. Wystarczy się zalogować w internecie i wszystko wiadomo: ile jedynek, ile szóstek i ile nieobecności. Nie wszystkim się to podoba. Psycholodzy ostrzegają: "To może zaburzyć relacje dziecka z rodzicami" - pisze DZIENNIK.
Internetowy dziennik ma już kilkaset placówek w całej Polsce. Szkoła Podstawowa nr 10 w Rzeszowie korzysta z tego systemu od dwóch lat. Rodzice logują się na stronie internetowej podstawówki albo wysyłają SMS-a pod odpowiedni numer i otrzymują komplet informacji o dziecku: oceny, uwagi, informacje o nieobecnościach. Wszystko to, co jest w prawdziwym dzienniku, i czego można się dowiedzieć na wywiadówkach. "Jest plan, żeby wprowadzić ten system we wszystkich szkołach w naszym województwie" - mówi DZIENNIKOWI Artur de Sternberg-Stojałowski, dyrektor szkoły nr 10.
Rodzice przeważnie są zadowoleni. "Wiadomo, co się dzieje w szkole, w razie niepokojących sygnałów szybciej można zareagować" - mówi Ewa Sypniewska, mama Damiana z klasy III f łódzkiego gimnazjum nr 31, w którym system działa od września. Co na to chłopak? "Nic nie da się ukryć" - mówi Damian. "Mama o wszystkim się dowie. O jedynce, o wagarach". I dodaje żartem: "Próbowałem złamać hasło, ale się nie da".
Podczas wywiadówek znika element zaskoczenia, a po nich w domach nie ma głośnych godzin ani cichych dni. Jednak nie wszystkim to się podoba. "Nie potrzebuję korzystać z internetu, żeby wiedzieć, jakie oceny mają moje dzieci, bo one same mi to mówią" - mówi jeden z rodziców, którego pociechy uczęszczają do szkoły, w której działa system. A psycholodzy przyznają naszemu rozmówcy rację. "Dzieci, a zwłaszcza nastolatki, próbują kształtować swoją odrębność" - tłumaczy Aleksandra Jodko, psycholog z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie. "Pełna kontrola to ingerencja w ich indywidualność. Na pewno nie wpłynie dobrze na relacje z rodzicami".
Dlaczego? Bo znikną podchody. Te, które robi dziecko, kiedy próbuje powiedzieć o jedynce i te, które wykonują rodzice, żeby się o tej jedynce dowiedzieć. "Rodzic, który zajrzał do internetu, idzie do dziecka z nastawieniem, złym, jeśli zobaczył coś, co mu się nie podoba" - ostrzega dr Mirosława Huflrejt-Łukasik, psycholog. "Nie trzeba rozmawiać, można od razu iść z pretensjami. Dziecko z jego wyjaśnieniami zostaje pominięte". "Przekazanie suchych faktów przez internet nie zastąpi kontaktu rodzica z nauczycielem ani przede wszystkim rodzica z dzieckiem" - dodaje prof. Aleksander Nalaskowski, pedagog.
Ilona Blicharz/Dziennik.pl

