Gdzie posadzili naszych posłów
- Miejsca w pierwszym i drugim rzędzie w sejmowej sali świadczą o pozycji w klubie - przyznaje poseł Tomasz Kamiński z LiD-u, sejmowy debiutant, który w czasie obrad siedzi w przedostatnim rzędzie. Gdyby miejsce w sali przyjąć za kryterium ważności polityka, to z Podkarpacia w PiS największe znaczenie ma poseł Marek Kuchciński, który dostał fotel w pierwszym rzędzie. W Platformie liderem jest posanka Elżbieta Łukacijewska.
Oficjalnie wielu polityków mówi krótko, miejsce w sejmowej sali nie ma większego znaczenia, nie świadczy o ważności, czy o przygotowaniu posła. Oczywiście poza pierwszymi rzędami, blisko sejmowej mównicy, które w każdym z klubów są zajmowane przez partyjnych liderów. Ale nieoficjalnie można usłyszeć, że przy rozdziale miejsc czasem trwają podchody, żeby dostać fotel w stosunkowo niskim rzędzie. Bo to jednak mówi coś o politycznej pozycji. - Znam posłów, którym na tym zależało. Także z Podkarpacia - mówi jeden z regionalnych polityków.
Lider i jego dwór
Zwykle jest tak, że po rozdziale miejsc między poszczególne kluby, posłowie już w ramach swojego klubu dostają rozpiskę, gdzie mają usiąść. Poseł Jan Bury z PSL mówi, że partie rozdzielają miejsca według różnego klucza. Według jednego, miejsce w pierwszym rzędzie zajmuje lider, wokół którego zasiada jego polityczny dwór. Potem politycy drugiego szeregu. Bury mówi, że w PSL przyjęto inne rozwiązanie. Pozycja posła w sali sejmowej zależy od jego wyniku w wyborach. Im ktoś dostał więcej głosów w okręgu, tym dostaje lepsze miejsce. Jeśli jakiemuś liderowi zdarzy się gorszy wynik, ma problem, bo dostaje mniej eksponowany fotel. Ale wiadomo, że np. szef klubu zasiądzie na przedzie, bez względu na wynik. W tej kadencji, w ramach miejsc dla klubu PSL-u, Buremu przypadł fotel w czwartym rzędzie. Inni politycy dodają, że partie dosyć chętnie przydzielają miejsca w pierwszych rzędach bardziej znanym posłankom. ![]()
Czy miejsce posła w sali rzeczywiście określa jego pozycję w klubie? - Ja to traktuję bez większych emocji - mówi poseł Stanisław Zając z PiS. - Przy ocenie posła patrzy się na jego kwalifikacje, doświadczenie.![]()
Zając, który dostał fotel w piątym rzędzie, mówi, że inne reguły dotyczą miejsc w pierwszych rzędach. Te zajmują partyjni liderzy, ministrowie, bo pierwsze rzędy to wizytówka klubu. Z Podkarpacia na najbardziej eksponowane miejsce załapał się Marek Kuchciński, szef klubu PiS. Dostał fotel w pierwszym rzędzie. W drugim szeregu, tuż obok Zbigniewa Zbiory, siedzi Grażyna Gęsicka, minister rozwoju regionalnego, posłanka PiS-u z Podkarpacia. W czwartym rzędzie posłów PiS-u znalazł się fotel dla posła Stanisława Ożoga. Poseł zapewnia, że nie zabiegał o to. Zależało mi tylko na tym, żeby miał fotel blisko przejścia. Tak też się stało.
W PiS miejsca w ostatnim rzędzie dostali m.in. sejmowi debiutanci z Podkarpacia: Piotr Babinetz i Jan Bury. Fotel w ostatnim rzędzie dostał też poseł PSL Leszek Deptuła.
Trudniej zrobić zdjęcie![]()
Gdyby oceniać ważność posłów po miejscu w sali sejmowej, to w PO najważniejsza z regionu jest Elżbieta Łukacijewska. Dostała fotel w drugim rzędzie od sejmowej mównicy, tuż za szefem klubu, Zbigniewem Chlebowskim. O rząd wyżej siedzi inna posłanka PO z regionu, Krystyna Skowrońska. W piątym rzędzie zasiadają posłowie Zbigniew Rynasiewicz i Jan Tomaka.![]()
Łukacijewska nie ukrywa, że w jakiejś mierze miejsce na sali sejmowej świadczy o pozycji posła. A przy rozsadzaniu bierze się pod uwagę staż parlamentarny czy aktywność w parlamencie, rozpoznawalność, partyjne funkcje (sama jest szefową podkarpackiej PO). - Większość posłów chciałaby siedzieć w trzech pierwszych rzędach - dodaje.![]()
Ale zdarza się, że posłowie chwalą sobie też zasiadanie w ostatnich rzędach. Poseł Jan Bury z PSL wspomina, że kiedy był posłem w latach 2001- 05, miał fotel w ostatnim rzędzie i uwielbiał to miejsce. - Sam je sobie wybrałem. Z ostatnich rzędów jest fajny ogląd sali - tłumaczy.![]()
Ale są też posłowie, którzy fotel w dalszych rzędach chwalą sobie z innego powodu. I mówią o tym trochę nieoficjalnie. Politycy w pierwszych rzędach są ciągle pod obserwacją dziennikarzy i fotoreporterów z loży prasowej. Muszą się ciągle pilnować, bo fotoreporterzy robią zdjęcia. Za to w ostatnich rzędach można w czasie obrad poczytać gazetę, bo tam zdjęcie z loży prasowej jest zrobić znacznie trudniej.![]()
PaweŁ Kuca
Super Nowości z dnia 12_11_2007

