Głos dziecka wyrwał ją ze śpiączki
Kobieta potrącona przez samochód przez dwa miesiące była w śpiączce. Gdy mąż przyniósł do jej łóżka ich 11-miesięcznego synka, Renata Śmietana otworzyła oczy i zaczęła mówić. Od tego momentu szybko wraca do zdrowia.
Dramat zaczął się 15 grudnia ub.r. o godz. 16.40. Renata Śmietana, niespełna 37-letnia pielęgniarka, wracała z pracy do domu w Warzycach koło Jasła. Wysiadła z autobusu. Przez przejście dla pieszych przeszła na drugą stronę drogi i w tym momencie otarł się o nią przejeżdżający samochód. Auto zahaczyło o torebkę i Renata została gwałtownie pociągnięta na maskę. Zszokowany kierowca zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej. Renata zsunęła się z auta, uderzyła głową w krawężnik i straciła przytomność...
- O wypadku żony dowiedziałem się kilkanaście minut po zdarzeniu - mówi Janusz Śmietana. - Przyjechałem do szpitala w chwili, gdy brali ją na tomograf. Zdjęliśmy jej pierścionki, obrączkę, zegarek. Stałem oszołomiony z tą garścią biżuterii i wtedy pielęgniarka przyniosła mi bieliznę Reni. To było... jakby stało się najgorsze...
W śpiączce
Po badaniach Renatę położono na oddziale intensywnej terapii. Podłączono monitory i respirator, który oddychał za nieprzytomną pacjentkę. Mijały dni i tygodnie.
- Renata miała wspaniałą opiekę w jasielskim szpitalu - podkreśla Janusz Śmietana. - Lekarze i pielęgniarki bardzo się o nią troszczyli. To dawało mi nadzieję na wyzdrowienie żony. Przecież skoro tak o nią dbają, to znaczy, że jest szansa i będzie dobrze.
Janusz codziennie dużo czasu spędzał przy łóżku żony. Masował wiotczejące mięśnie nóg i rąk, pielęgnował żonę i wciąż z nadzieją szukał oznak wracającego życia. Tak minął miesiąc.
W połowie stycznia odłączono respirator. Płuca Renaty pracowały samodzielnie. Janusz czasem widział drżenie powiek żony. A może tylko chciał to zobaczyć?
Jednak pod koniec stycznia Renata podniosła powieki naprawdę.
- Czy mnie wtedy widziała? - zastanawia się Janusz. - Wciąż nie reagowała, ale jednak w moje serce wstąpiło więcej nadziei. Więcej, bo przecież cały czas wierzyłem, że będzie dobrze. Nie dopuszczałem innych myśli.
Obudził ją Wiktorek
Mijały kolejne dni. Renata otwierała oczy i zamykała. Nic więcej się nie zmieniało.
- Pamiętam dobrze ten dzień - opowiada Janusz. - To była sobota, 10 lutego. Postanowiłem przynieść Reni naszego jedenastomiesięcznego Wiktorka. Stanąłem przy łóżku z synkiem na ręce. On coś gaworzył. Renia otworzyła oczy. Spojrzała na nas i... zaczęła mówić. Z początku nie mogłem zrozumieć niewyraźnych słów, ale wiedziałem jedno. Obudziła się! Dla Wiktorka i dla mnie. Dla nas. Wróciła do nas z dalekiej podróży...
Rehabilitacja
Nie było już potrzeby dalszej opieki na oddziale intensywnej terapii. Janusz zaczął szukać miejsca dla żony na oddziałach rehabilitacji. Udało mu się umieścić ją w krośnieńskim szpitalu, gdzie ma wspaniałą opiekę. Po blisko dwumiesięcznej śpiączce Renata szybko wraca do zdrowia. Lekarze przywracają sprawność zwiotczałym mięśniom. Dziś pacjentka siada już o własnych siłach. Wkrótce będzie mogła stanąć i zacznie się nauka chodzenia.
- Wiem, że rehabilitacja żony potrwa jeszcze długo - mówi Janusz. - Chciałbym ją umieścić w jakimś specjalistycznym, dobrze wyposażonym ośrodku. Słyszałem, że są takie w Polsce. Jak do nich trafić?
Wkrótce przedstawimy Czytelnikom całą historię Renaty i jej męża, dramatu, jaki przeżyli. Opowiemy też o wspaniałej, spontanicznej pomocy ludzi dobrej woli. Pomocy, która w najtrudniejszym dla państwa Śmietanów czasie okazała się bezcenna.

