Grad goli przy Śniadeckich. Czarni pokonali Partyzanta Targowiska 3:2
Mecz czwartej serii spotkań klasy okręgowej (grupa krośnieńska) pomiędzy Czarnymi Jasło a Partyzantem Targowiska miał być dla podopiecznych trenera Mateusza Ostrowskiego pierwszym poważnym sprawdzianem formy. Jaślanie zdali go na piątkę z minusem, pokonując wymagającego rywala 3:2.

Zdjęcia z meczu obejrzysz w FOTOGALERII
Sportowej rywalizacji pomiędzy Czarnymi Jasło i Partyzantem Targowiska od wielu lat towarzyszą spore emocje. Obie ekipy, które na starcie rundy jesiennej sezonu 2023/24 prezentują bardzo wysoką formę, zmierzyły się w minioną sobotę (26 sierpnia) na stadionie piłkarskim przy ul. Śniadeckich 15 w Jaśle, w meczu czwartej kolejki spotkań krośnieńskiej okręgówki. Gospodarze przystępowali do rywalizacji mając na koncie komplet dziewięciu punktów. O tym, że goście przyjadą do Jasła zdeprymowani tym faktem, nie mogło być jednak mowy. Drużyna trenera Lecha Czai miała pełne prawo do tego, aby przed sobotnim pojedynkiem z Czarnymi myśleć nawet o sięgnięciu po pełną pulę. Wystarczy wspomnieć, że przed tygodniem Partyzant ograł na własnym boisku Start Rymanów 3:0.
Pierwsze minuty meczu pokazały, że spotkanie rozgrywane na grząskiej murawie, będzie bardzo wyrównanym pojedynkiem. Konkretniejsi pod bramką przeciwnika byli jednak gospodarze. W 13. minucie gry, w polu karnym pojawił się Wiktor Fara, który od samego początku starał się nękać obrońców gości dynamicznymi akcjami na lewej flance. Wypatrzył on dobrze ustawionego w obrębie szesnastki Karola Poterę, aby następnie obsłużyć go precyzyjnym podaniem po ziemi. Potera nie namyślając się zbyt długo, huknął jak z armaty w kierunku bramki strzeżonej przez Huberta Niemca. Piłka odbiła się od poprzeczki, po czym spadła wprost pod nogi Mateusza Michonia, który nie patyczkując się wpakował futbolówkę do siatki.

Na zdjęciu Mateusz Michoń/fot. M. Dziedzic
Upływały kolejne minuty, a żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie dogodnej okazji do zdobycia gola. Częściej na bramkę przeciwnika uderzali goście. Sęk w tym, że strzały sprzed pola karnego nie mogły zagrozić dobrze dysponowanemu na początku sezonu Łukaszowi Lepuckiemu. Sytuacja zmieniła się diametralnie w 34. minucie rywalizacji. Goście zdołali doprowadzić do wyrównania za sprawą Huberta Wilka, który strzałem głową pokonał bramkarza gospodarzy. Napastnik Partyzanta wykorzystał w tej akcji bardzo dobre dośrodkowanie Bartosza Miklaszewskiego z rzutu rożnego.
Kilka minut później Wilk zmarnował doskonałą okazję do wyprowadzenia swojego zespołu na prowadzenie. Piłka po jego strzale poszybowała jednak wysoko nad poprzeczką. Niedługo potem zawodnicy Partyzanta boleśnie przekonali się o tym, że w piłkarskim porzekadle, mówiącym o tym, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, jest sporo prawdy. W 40. minucie gry udowodnili to Tomasz Tragarz wespół z Mateuszem Michoniem. Pierwszy z wymienionych graczy dośrodkował piłkę w pole karne z prawego sektora boiska. Na piątym metrze czekał już na nią Michoń. Choć kopnął futbolówkę nieczysto, to tak finalnie wpadła do bramki gości tuż przy lewym słupku. Niemiec nie miał najmniejszych szans na skuteczną interwencję w tej sytuacji.
Gol Michonia był jedynie preludium do tego, co wydarzyło się w samej końcówce pierwszej odsłony spotkania. Zawodnicy obydwu ekip postanowili wsadzić kibiców zgromadzonych na stadionie przy Śniadeckich na piłkarskiego rollercoastera. Kilkadziesiąt sekund po trafieniu Michonia goście po raz drugi doprowadzili do wyrównania. Uczynił to Kamil Chmielowski, który wykorzystał nieporozumienie w szeregach obronnych gospodarzy. Radość przyjezdnych nie trwała jednak zbyt długo. W doliczonym czasie gry Wiktor Fara, po składnej akcji całego zespołu, strzałem lewą nogą dał swojemu zespołowi upragnione prowadzenie. Ostatecznie to Czarni schodzili do szatni na przerwę w lepszych humorach.
Na druga połowę meczu gospodarze wybiegli bez zmian w składzie. Na jedną roszadę zdecydował się z kolei Lech Czaja. W zespole Partyzanta Marcela Płocicę zmienił Mateusz Filar.
W drugiej części spotkania obraz gry znacząco się zmienił. Kibicom nie dane było oglądać już tak wielu akcji podbramkowych. Rywalizacja toczył się głównie w środkowej strefie boiska. Zdecydowanie aktywniejsi w grze ofensywnej byli gospodarze. Wiktor Fara, Karol Potera i Karol Rzońca napsuli sporo krwi defensorom gości, którzy często zmuszeni byli uciekać się do przewinień, aby zatrzymać szarżujących w kierunku bramki ofensywnych graczy Czarnych Jasło. Wystarczy wspomnieć, że arbiter spotkania ukarał żółtymi kartkami aż czterech zawodników ekipy przyjezdnej. Co więcej, z drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką z boiska wyleciał Dariusz Łach.

Na zdjęciu Wiktor Fara/fot. M. Dziedzic
Na dwadzieścia minut przed upływem regulaminowego czasu gry goście jeszcze raz rzucili się dodatku. Pod naporem przeciwnika drużyna Czarnych cofnęła się głęboko na własną połowę boiska. Partyzantowi brakowało jednak wykończenia. Piłki dośrodkowywane z uporem maniaka w pole karne padały łupem stoperów gospodarzy lub Lepuckiego. Czarni z kolei cierpliwie czekali na dogodne okazje do wyprowadzenia szybkich kontrataków. W samej końcówce meczu, co najmniej dwukrotnie mogli skarcić gości. W 90. minucie gry, w polu karnym zatańczył z obrońcami i bramkarzem Mateusz Majka. Nie zdecydował się jednak na oddanie strzału. Zamiast tego postanowił poszukać lepiej ustawionych partnerów. W doliczonym czasie gry na listę strzelców mógł wpisać się jeszcze Karol Potera. Piłkę po soczystym strzale pomocnika Czarnych zatrzymał jednak Niemiec, który popisał się fantastyczną robinsonadą.
Mecz, w którym nie brakowało piłkarskich emocji, zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:2. W opinii wyraźnie rozczarowanego tym faktem szkoleniowca Partyzanta, goście nie zasłużyli na porażkę. – Cóż można powiedzieć. Przegraliśmy mecz, którego nie mieliśmy prawa przegrać. Popełniliśmy błędy, które zaważyły na tym, że Czarni to wykorzystali. Mając przewagę w obronie straciliśmy pierwszego gola, co jest niedopuszczalne. Taki jednak jest sport. Nie wszystko będzie przebiegało po naszej myśli. Jestem też zaskoczony naszą końcówką. Chcieliśmy grać inaczej. Przejęliśmy w pewnym momencie mecz. Mając więcej argumentów powinniśmy lepiej zachować się niektórych sytuacjach. Graliśmy chaotycznie. Nie mieliśmy pomysłu na to wszystko – mówił Lech Czaja.
Trener gości nie zostawił suchej nitki na arbitrze sobotniego starcia. Zdaniem Lecha Czai sędzia podejmował decyzje na niekorzyść jego zespołu. – Jestem trochę zaskoczony tym, co się działo. Czytam pewne informacje i patrzę jak wszyscy w Jaśle mają pretensje o to, że mecze sędziuje Krosno. Ja uważam, że sędziowie z Krosna pomogli dzisiaj Czarnym w paru sytuacjach. Wiem, że są sytuacje, w których w grę wchodzi jakaś prowokacja. W takich meczach zawsze tak będzie. Uważam natomiast, że jesteśmy krzywdzeni w meczach z Czarnymi. To my zawsze dostajemy większą ilość kartek, w tym czerwone. Mam wrażenie, że sędziowie przyjeżdżając tutaj czegoś się boją. Dzisiaj nas wykartkowali przy prowokacjach zawodników Czarnych Jasło. Nie boję się tego powiedzieć. Zawodnicy Czarnych też powinni wylecieć z boiska. Co więcej należał nam się rzut karny w końcówce meczu, kiedy piłkę ręką w polu karnym dotknął zawodnik Czarnych – mówił.
Trener Mateusz Ostrowski zapewnił z kolei, że bez względu na to, z jaką drużyną Czarni muszą mierzyć się w kolejnych spotkaniach, zespół za każdym razem skoncentrowany jest na celu, jakim jest zdobycie kompletu punktów. – Już przed meczem było słychać opinie, że będzie to dla nas jakiś test. My nie podchodziliśmy do tego w ten sposób. Staraliśmy się jak najlepiej przygotować zespół pod kątem dzisiejszego przeciwnika, który sprawił solidną niespodziankę przed tygodniem. Byłem na tym meczu i mogą przyznać, że Partyzant zasłużył na tamto zwycięstwo. Pierwsza połowa dzisiejszego meczu miała dosyć dziwny przebieg, można powiedzieć szalony, dobry do oglądania dla kibiców. Mogę w tym miejscu pochwalić swoich zawodników, które stworzyliśmy i sposób, w jaki zdobyliśmy gole. Nie mogę ich jednak pochwalić za to, jak straciliśmy bramki. Pierwszą bramkę straciliśmy po strzale głową zawodnika, który miał krycie indywidualne. Druga bramka, trochę kuriozalna. Sam nie wiem, jak padł ten gol. W pierwszej połowie dużym plusem było to, że po stracie goli potrafiliśmy za każdym razem odpowiedzieć. Druga połowa miała już inny przebieg. Było niej sytuacji, aczkolwiek jedni i drudzy mogli pokusić się i trafienie – mówił.
Ostrowski przestrzegł jednocześnie swoich zawodników i kibiców, aby nie popadali w hurraoptymizm. – Cieszymy się, że wygraliśmy czwarty z rzędu mecz. Stąpamy jednak twardo po ziemi. Mocno pracujemy i zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Swojej drużynie gratuluję trzech punktów – tłumaczył.
JKS Czarni 1910 Jasło – Partyzant Targowiska 3:2
Braki. Czarni Jasło: Mateusz Michoń (13’, 40’), Wiktor Fara (40’+2) | Partyzant Targowiska: Hubert Wilk: (34’), Kamil Chmielowski (42’).
Czarni Jasło: Łukasz Lepucki (GK) – Tomasz Tragarz, Sebastian Suszko, Paweł Remut (C), Piotr Kosiba - Rafał Mastaj, Marcin Janus (Majka 77’), Karol Potera - Mateusz Michoń, Wiktor Fara (Gogosz 85’) - Karol Rzońca | na ławce rezerwowych: Patryk Szostak, Paweł Setlak, Mateusz Majka, Szymon Sudyka, Konrad Gogosz, Adrian Więcek. Trener: Mateusz Ostrowski.
Partyzant Targowiska: Hubert Niemiec (GK) – Wojciech Haznar (Sieniawski 52’), Dariusz Łach, Kamil Chmielowski, Błażej Korzeniowski (Michalski 59’) - Jakub Stodolak (C) (Śliwiński 59’) - Bartosz Miklaszewski, Antoni Polański (Penar 67’) - Krystian Szubrycht, Marcel Płocica (Filar 46’) - Hubert Wilk | na ławce rezerwowych: Kamil Zoła, Krzysztof Sieniawski, Jakub Michalski, Norbert Kopera, Mateusz Penar, Łukasz Śliwiński, Mateusz Filar. Trener: Lech Czaja.
MD
