Koniec z zajęciami dodatkowymi. Wszystko w imię wyrównywania szans
Rodzice są zbulwersowani, bo ich dzieci od 1 września nie korzystają z dodatkowych, płatnych zajęć takich jak rytmika, język angielski, taniec, judo, czy gimnastyka korekcyjna. Minister Szumilas tłumaczy to wyrównywaniem szans.

Od początku września w przedszkolach obowiązuje tzw. ustawa przedszkolna, która zakazuje rodzicom płacenia za dodatkowe zajęcia odbywające się podczas pobytu ich dziecka w przedszkolu. Minister Krystyna Szumilas podkreślała, że nie wprowadza zakazu prowadzenia zajęć. Kosztów jednak nie mogą ponosić rodzice. Głównym celem ministerstwa edukacji jest zniesienie barier i zapewnienie wszystkich dzieciom korzystania z zajęć dodatkowych bez względu na grubość portfela.
Rodzice wraz z nauczycielami walczą o przywrócenie zajęć dodatkowych w przedszkolach. Podkreślają, że odbiera im się prawo do decydowania o dobru i rozwoju ich dzieci. Czy to znaczy, że minister Szumilas chce uszczęśliwić innych na siłę? Na Facebooku powstała strona założona przez rodziców, którzy walczą o przywrócenie zajęć dodatkowych w przedszkolach. Blisko 18 tysięcy osób opowiedziało się na “TAK”.
- Dzieci korzystały z zajęć dodatkowych, gdyż chciałam, aby się nie nudziły. To była dla nich frajda. Nie były zbyt szczęśliwie, gdy dowiedziały się, że nie będą uczęszczać na zajęcia. Dyrektorka przedszkola stwierdziła, że nic się nie da z tym zrobić. Próbowały już różnych sposobów. Nawet był pomysł, aby założyć stowarzyszenie – mówi Katarzyna Skiba z Rzeszowa.
Andrzej Blahaczek również nie kryje zaskoczenia. To kolejny rodzic, który nie zgadza się z pomysłem minister edukacji. - Dobro dziecka powinno mieć decydujące znaczenie. Jeszcze do niedawna było tak, że każdy kto chciał to korzystał z zajęć dodatkowych, kto nie wyrażał chęci, nie korzystał. W tym momencie jesteśmy zmuszeni zapisywać dzieci na inne zajęcia, których będzie na pewno mniej. Wszystko rozbiega się o kwestie finansowe i dojazdy – podkreśl pan Andrzej.
Kolejną grupą osób będących w kropce są nauczyciele pracujący dotychczas w przedszkolach prowadzący różnego rodzaju zajęcia m.in. z tańca, gimnastyki korekcyjnej, języka angielskiego i wielu innych, które były proponowane w placówkach. Obawiają się, że jeżeli nic się nie zmieni to wielu ludzi straci pracę, a osoby prowadzące działalność gospodarczą będą musiały zamknąć interes.
- Prowadzę działalność gospodarczą od 4 lat. Przez ten czas prowadziłem zajęcia z gimnastyki korekcyjnej w 30 przedszkolach. Pierwsza informacja jaka do nas dotarła to, że nie wolno prowadzić zajęć dodatkowych w przedszkolach, gdyż niby samorządy mają to finansować z własnych pieniędzy. Te twierdzą, że nie mają na to środków, w związku z tym nie będzie tych zajęć. Ich po prostu na to nie stać. Zabroniono tego końcem sierpnia i nie wiadomo było co robić. Dyrektorzy przedszkoli również byli bezradni – mówi Jacek Czerkowicz, nauczyciel gimnastyki korekcyjnej w Rzeszowie. - Dzieci miały zajęcia z języka angielskiego, rytmiki, szachy i tak naprawdę to rodzice o tym decydowali, czy ich dziecko będzie w nich brało udział, czy nie. Płacili za nie groszowe pieniądze. 20 – 25 złotych miesięcznie – dodaje.
Obecnie jest osobą bezrobotną, bo żadna dyrektor przedszkola nie podpisała z nim umowy. Pozostały jeszcze przedszkola prywatne, ale tam zarobią niewielkie pieniądze. - W przedszkolach publicznych w Rzeszowie będzie tylko język angielski i rytmika, z czego dyrektorki muszą same sobie znaleźć nauczycieli. Takich ludzi jak ja w Rzeszowie jak ja, które mają własną działalność gospodarczą jest mnóstwo. 90% dzieci w przedszkolu korzystało z zajęć dodatkowych - podkreśla pan Jacek.
W trudnej sytuacji znalazł się również Łukasz Dudek, właściciel Podkarpackiego Centrum Tańca w Rzeszowie, który zatrudnia kilka osób. Nie zwolnił na razie żadnego z pracowników, mimo to jego działalność została wstrzymana. - Generalnie firma w tym momencie stoi. Zajęcia dla przedszkolaków nie były drogie, gdyż na semestr ich rodzice płacili jedynie 60 złotych. Rodzice chcą popołudniu spędzać czas ze swoimi pociechami, a dowożenie ich na zajęcia stanowi kolejny problem. Zostałem poinformowany, że przedszkola mają samej zorganizować zajęcia dodatkowe w ramach kompetencji nauczycieli wychowania przedszkolnego. Przedszkole stanie się przechowalnią, dlatego szkoły teraz będą mieć lepszą ofertę. Rodzice będą szybciej i z zadowoleniem posyłać swoje dzieci sześcioletnie do nich – zaznacza Łukasz Dudek.
Wicekurator oświaty Antoni Wydro zwrócił uwagę na świetnie wyszkoloną grupę nauczycieli, którzy podczas studiów nabyli wiedzę i umiejętności do realizowania podstawy programowej wychowania przedszkolnego. - Powstała sytuacja na jeden wielki walor. Zwraca uwagę na bardzo ważny dokument prawny – zawartość podstawy programowej. Tam wśród wielu uregulowań na postawie których każdy nauczyciel tworzy program dla każdej grupy, znajdują się między innymi takie obowiązkowe zajęcia jak wychowanie przez sztukę – dziecko widzem i aktorem, wychowanie przez sztukę – muzyka i śpiew, pląsy i taniec, wychowanie przez sztukę – różne formy plastyczne. W ramach zajęć obowiązkowych powinny się więc odbywać te z zakresu rytmiki, zajęć artystycznych związanych z teatrem, muzyką, formami plastycznymi. Nie ma więc konieczności organizować w tym zakresie zajęć dodatkowych – tłumaczy wicekurator. - Jednak, jeśli taka jest wola środowiska, wbrew pojawiającym się informacjom, przedszkole nadal może rozszerzać swoją ofertę zajęć o tzw. zajęcia dodatkowe – dodaje.
Co mogą zrobić dyrektorzy przedszkoli. Mają trzy możliwości. Powierzyć prowadzone zajęcia nauczycielkom zatrudnionym w przedszkolu, jak twierdzi wicekurator zgodnie z ich kompetencjami, zatrudnić nowych nauczycieli do prowadzenia konkretnego typu zajęć lub podpisać umowę z firmą zewnętrzną na ich prowadzenie.
- Nie można przejść obojętnie wobec sytuacji, że niektórzy rodzice nie mogli sobie pozwolić na uczestnictwo ich pociech w niektórych zajęciach. Oburzenie wręcz wywoływały sygnalizowane przez rodziców sytuacje, że w pewnym momencie zajęć, niektóre dzieci przechodziły na zajęcia dodatkowe, a inne otrzymywały stanowczą informację, że niestety nie mogą w nich uczestniczyć, gdyż rodzice nie wnieśli stosownej opłaty – podkreśla A. Wydro.
Najwyższa Izba Kontroli zapowiedziała kontrole w przedszkolach na terenie 7 województw. To wynik skarg, które napływały do izby przez cały rok. Jak podkreślają, wezmą pod lupę gorący temat. Dokładnie sprawdzą co się stało z rządową dotacją, jak gminy finansują przedszkola i czy te pieniądze są efektywnie wykorzystane. W kontrole zaangażują się również inspektorzy izb skarbowych oraz kuratorzy. Raport zostanie przekazany do wiadomości publicznej na początku roku.
(Red.)
