"Krushfest to spełnienie moich marzeń" – wywiad z A. Pucykowiczem
Krushfest 2014 odszedł już do historii. Główną atrakcją szóstej edycji cyklicznie organizowanej w Jaśle imprezy muzycznej, skierowanej do fanów mocnych brzmień, był koncert formacji Vader – prawdziwej legendy światowego metalu. Zapraszamy do przeczytania naszego wywiadu z perkusistą zespołu Krusher Adamem Pucykowiczem, pomysłodawcą i organizatorem przedsięwzięcia.
<<KRUSHFEST 2014 W OBIEKTYWIE APARATU>>

Trudno podważyć tezę, że Krushfest, przez sześć lat swojego istnienia, stał się swoistą muzyczną wizytówką naszego miasta. Czy organizując pierwszą edycję festiwalu spodziewałeś się, że nabierze on aż takich rozmiarów, a w jego programie znajdą się koncerty zespołów z absolutnej czołówki metalowej sceny?
Nigdy nawet o tym nie pomyślałem. Gdy miałem naście lat i zaczynałem chodzić na koncerty marzyłem, by chociaż raz zagrać z kapelą, której byłem fanem – takiej jak np. Acid Drinkers, Kat czy właśnie Vader. Gdy udało mi się zrealizować te marzenia pojawiły się kolejne m.in. dotyczące stworzenia festiwalu. I one doczekały się spełnienia, czego dowodem jest Krushfest. Jestem dumny, że na deskach tej skromnej imprezy stały już takie ekipy jak Tim Ripper Owens – ex gardło Judas Priest, Blaze Bayley – ex gardło Iron Maiden, Closterkeller, Skyforger z Łotwy, Crimfall z Finlandii, Kat&Roman Kostrzewski czy teraz Vader. Warto wierzyć w swoje marzenia. Teraz mam kolejne, jeszcze większe, i albo padnę trupem albo je zrealizuję (śmiech).
Mimo, iż pierwsza edycja festiwalu odbyła się w warunkach plenerowych, cztery kolejne miały już formę „klubową”. Teraz znów wyszliście w plener, skąd ten ruch?
Ta zmiana była wymuszona, nie mieliśmy innego wyjścia. Wybór był taki – albo plener albo wcale. Padło hasło, żeby zorganizować festiwal koło jeziorka na obiekcie przy ulicy Kwiatowej i wprowadziliśmy ten pomysł w życie. Baliśmy się wybranego rozwiązania ze względu na duży obszar tego miejsca i pogodę – mimo, iż ta nie dopisała, wszystko się udało a sam obiekt bardzo spodobał się zarówno publiczności, jak i kapelom. Nie ulega wątpliwości, że Przystanek Kwiatowa nie pomieściłby uczestników wydarzeń typu Dni Jasła, jednak na imprezę dla 1500-2000 osób jest miejscem wręcz idealnym.


Organizacja imprez muzycznych "pod chmurką" to zawsze duże wyzwanie – zwłaszcza w zestawieniu z przedsięwzięciami tego typu realizowanymi w pomieszczeniach zamkniętych, posiadających odpowiednie „koncertowe” zaplecze. W związku nową lokalizacją festiwalu spadło wam na głowę dużo dodatkowych obowiązków?
Musieliśmy zorganizować scenę, nagłośnienie, agregaty prądotwórcze, światła, backstage, parasole, ławki – by wpasować się w nowe otoczenie tak, by każdy dobrze się w nim czuł, a praca techników wokół sceny przebiegała w sposób sprawny. Dodatkowo – mając na uwadze temperaturę obecnych wrześniowych nocy – zapaliliśmy duże ognisko, przy którym można było się ogrzać. Generalnie wszystko na plus.
Frekwencja na tegorocznym festiwalu spełniła oczekiwania organizatorów? Jak wypadła w zestawieniu z poprzednimi edycjami?
Jesteśmy z niej zadowoleni, ale jestem pewny, że gdyby nie pogoda fanów muzyki rockowej przybyłoby o wiele więcej. Jednak w przypadku pleneru zachmurzenie czy deszcz są zawsze wpisane w ryzyko. W tym roku publiczności było o wiele więcej niż w roku ubiegłym. Zresztą duży wpływ na to miała gwiazda wieczoru – zespół Vader to klasa światowa. Przed kolejnymi edycjami jesteśmy dobrej myśli. Mimo, iż nasz festiwal dotyczy muzyki niszowej wierzymy, że z każdym rokiem liczba jego uczestników będzie rosła.


Stwierdzenie, że Krushfest jest już imprezą ponadlokalną nie będzie przesadą.
To prawda. Tego roku przyjechali do nas ludzie z Krakowa, Tarnowa, Rzeszowa, Konina, Łodzi, Ustrzyk, Sanoka, Nowego Sącza, Gorlic, Krosna a nawet... Suwałk. Myślę, że to wystarczający dowód na to, że festiwal ma już swoją markę i nie jest wydarzeniem prowincjonalnym.
Myślisz już o kolejnej edycji Krushfestu?
Na razie chcemy odpocząć. Jednak nie ma za wiele czasu, bo z Krusherem przygotowujemy się do wydania płyty MetaLoa, teledysku i trasy koncertowej. Co do następnego festiwalu, jego formuła będzie zależeć od wielu czynników. Chciałbym uczynić z Krushfestu imprezę dwudniową, z większą ilością gwiazd – dajmy sobie jednak na to trochę czasu. Wiele rzeczy musi się po prostu wyjaśnić i wtedy zobaczymy, w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Póki co dziękuję kolegom z zespołu, przyjaciołom, fanom, urzędnikom, Jasielskiemu Domowi Kultury i pracownikom za wsparcie. I oczywiście mieszkańcom Jasła. Jeśli komuś przeszkadzał hałas to przepraszamy, ale jak tu grać metal bez prądu? Życzę wszystkim większej tolerancji, miłości i pokoju. Do zobaczenia, mam nadzieję, za rok.

Adam Pucykowicz
fot. z archiwum AP
Jakub Hap
jakhap@gmail.com
