Mieszkańcy Krempnej walczą o swoje. Mają dość ograniczeń.
Mieszkańcy Krempnej i miejscowi rolnicy mają dość ograniczeń, które rujnują ich pracę, życie oraz hamują rozwój. Tutejsza społeczność lokalna wyraźnie skarży się na brak współpracy pomiędzy pracownikami Magurskiego Parku Narodowego. - Jest to skandalem, że wchodzi się bez naszej wiedzy i woli na naszą własność i ogranicza się nam prowadzenia naszej działalności – mówi dosadnie Adam Ciastoń, mieszkaniec Krempnej.

Sprawa ta otarła się nawet o ministerstwo środowiska. W kwestii rozwiązania problemów mieszkańców gminy Krempna dopytywał się w wystosowanych interpelacjach poseł Bogdan Rzońca. Środowisko lokalne jednak nie dostrzega żadnych zmian, a jedynie wciąż pogarszającą się ich sytuację gospodarczą.

- Dziś praktycznie uprawy rolne z gór zniknęły. Schodzi zwierzyna chmarami i niszczy zboże, pszenicę, owies, czy jęczmień. Wyeliminowanie łowiectwa stąd spowoduje to, że powiększą się watahy wilków, dzików, które dzisiaj powodują rycie łąk. To z kolei spowoduje, że rolnik nie będzie miał możliwości pozyskania siana dla hodowanego bydła. Wówczas bez dochodu zostanie zmuszony zlikwidować hodowlę. Z czego się utrzyma? - podkreśla Adam Ciastoń, mieszkaniec Krempnej. - Nie wyobrażam sobie, żeby w ramach ochrony przyrody np. ślimaczka, ptaszka wyeliminowano życie społeczne.
Ludzie żyjący w Krempnej żądają wyłączenia ich z Otuliny Magurskiego Parku Narodowego. Przysparza im to sporo poważnych problemów i zamyka przed nimi wiele możliwości. O tym, jak bardzo niszczone są pola uprawne rolników dobrze wiedzą łowczy, którzy wypłacają im z tego tytułu niewielkie odszkodowania. W ubiegłym roku w Wyszowatce miejscowy rolnik stracił 8 sztuk bydła po tym, jak wilki zaatakowały jego zwierzynę.
- U tych wilków stwierdzono wściekliznę. W takiej sytuacji rolnik narażony jest na kolejne straty, bo nie może sprzedawać mleka przez pół roku. Trudno sobie wyobrazić, żeby wilk był ważniejszy od gospodarki rolnej. Niepotrzebnie powstała Otulina Magurskiego Parku Narodowego. Park niech sobie będzie parkiem i tam się gospodarzy swoimi prawami. Stworzenie tej otuliny miało chyba na celu, by powiększyć obszar parku i wyeliminować stąd gospodarkę rolną i łowiecką – podkreślił Tadeusz Gajda z Koła Łowieckiego „Ryś” w Krempnej.
Kolejne kłody pod nogi? O tym na własnej skórze przekonała się pani Beata z Krempnej, która starała się o wyznaczenie działki na swojej posesji przy drodze powiatowej. Mimo to otrzymała negatywną opinię z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie.
- Jeśli się z tym nie zgadzam, miałam 7 dni na odwołanie. Musiałabym wynająć ekologa, który wystawiłby mi sprzeczną analizę do tej, która już istnieje. Otrzymałam informacje, że mamy tutaj korytarze migracyjne niedźwiedzia, wilka, dzika i wszystkiego co się rusza – mówi zdenerwowana. - Oczekujemy, żeby w zupełności odczepili się od naszych prywatnych gruntów. Nasi ojcowie i dziadkowie sadzili te pola, nasze grunty są od lat przez nas uprawiane i nikt nie słyszał o żadnych aktach wandalizmu. Przyroda jaka była taka jest, pomimo tego, że my tak samo ją uprawiamy – dodaje.
Na tym problemy się nie kończą. Można nawet powiedzieć, że kolejne mnożą się jak grzyby po deszczu, a każdy z tych mieszkańców mógłby opowiedzieć swoją odrębną historię. Powracając do braku współpracy z pracownikami Magurskiego Parku Narodowego. Mieszkańcy mając możliwość spotkania się z dyrektorem parku zwrócili uwagę na złośliwość jego pracowników w stosunku do nich. Mają pretensje również do tego, że bez pozwolenia jeżdżą po ich posesjach, robią co chcą a mieszkańcom nakładają zakazy m.in. korzystania z atrakcyjnych szlaków turystycznych dróg wewnętrznych. Co na to dyrektor Andrzej Czaderna?

- Czy widzi pani jakiś problem między nami a rolnikami, skoro my im zabezpieczamy pasze dla zwierząt hodowlanych, wypożyczamy sprzęt i i każde ich działanie wspieramy. Nie widzę jakichkolwiek zahamowań, byśmy wychodzi wbrew czynnościom podejmowanym przez mieszkańców. Są pewne utrudnienia, bo jest to teren górski. Są odpowiednie projekty rolne, środowiskowe, które wspierają gospodarkę rolną na tego typu terenach – podkreśla dyrektor Andrzej Czaderna z Magurskiego Parku Narodowego. - Wiele na pewno jest złych opinii o pracownikach parku, ale czy z tego tytułu ktoś ma w stosunku do tych ludzi wyciągnąć jakieś konsekwencje? Czy ja mam w tym momencie podstawę prawną, by kogoś zwolnić przez to, że ktoś wykazuje do tego nadgorliwość? Raczej nie jest to przesłanka do zwolnienia – dodaje.
Dyrektor Magurskiego Parku Narodowego wyraził również chęć współpracy i rozmowy. Każda sugestia, uwaga zostanie wysłuchana i rozpatrywana. - Nikt nikogo nie zostawia samego – dodał na koniec rozmowy.
Do sprawy powrócimy.
(Red.)
