„Nie ma żadnych podstaw, żeby mnie karać”
Spośród 17 obecnych radnych tylko 4 podjęło uchwałę w sprawie wygaśnięcia mandatu radnego Zdzisława Dziedzica. Jego miejsce zajmie Jan Pierzchała, który w wyborach samorządowych do rady miasta uzyskał 162 głosy.

W związku z wyrokiem Sądy Okręgowego w Rzeszowie, a następnie prawomocnym wyrokiem Sądu Apelacyjnego, Zdzisław Dziedzic nie może pełnić funkcji publicznych na okres 4 lat, a także brać udziały w wyborach do Sejmu, Senatu, Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach powszechnych organu i członka organu jednostki samorządu terytorialnego oraz organu jednostki pomocniczej jednostki samorządu terytorialnego.
Zdaniem sądu Zdzisław Dziedzic złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie uprawomocniło się 6 czerwca br.
Radni RMJ zostali zobowiązani do podjęcia uchwały w sprawie wygaśnięcia mandatu radnego Zdzisława Dziedzica. 4 radnych w tym Elżbieta Bernal, Krzysztof Czeluśniak, Józef Kędrek i Alicja Nowosielska głosowali „za” jej przyjęciem. Pozostałych 13 radnych nie wzięło udziału w głosowaniu.

- Nie dyskutuje się z wyrokami sądu. Wiem, że teraz jest wniosek o kasację złożony przez pana Dziedzica. W tej chwili jest taka sytuacja prawna, stąd taka decyzja rady. Będzie nam brakowało jego pasji i zaangażowania. Szkoda, że człowiek, który ma tyle lat, bo jest już wiekowym radnym w takiej sytuacji w tym momencie się znalazł. Jako człowieka jest mi go w tym momencie szkoda, a ludzie mam nadzieje docenią to wszystko co dla nich robił, niezależnie od tego, że są takie decyzje a nie inne. Dziękuję mu za te współpracę i myślę, że Pan Dziedzic jako społecznik może chodzić z wysoko podniesioną głową – powiedział dla burmistrz Andrzej Czernecki.
Zdzisław Dziedzic podkreślił, że wczorajsze głosowanie nad wspomnianą uchwałą było dla niego ważne. Prosiliśmy go o komentarz w tej sprawie - To jest bardzo miłe ze strony radnych, że tylko 4 z nich podjęło tę uchwałę, natomiast pozostali nie głosowali w ogóle. To jest dla mnie bardzo ważne – podkreślił. - Nie zostawię tego na pewno. Nie nie ma żadnej podstawy do tego, żeby mnie karać i stwierdzać, że skłamałem lustracyjnie. Sąd jest sądem, a, że te rzeczy się zdarzają w naszym kraju to jest bardzo przykre. Sędzia przysięga, że będzie sprawiedliwie oceniał. I co się dzieje? Czy oni nie mają sumienia, że trzeba przeglądnąć dokumenty i stwierdzić, że nie ma żadnej podstawy i mojego podpisu, oświadczenia, aby mnie mnie karać za kłamstwo? - mówił zdenerwowany.
Jedno jest pewne, że Zdzisław Dziedzic skorzystał z ostatniej możliwości jaka mu przysługuje, czyli wniosku o kasację wyroku do Sądu Najwyższego.
(Red.)
