Od ucha do ucha - a doktor władzy nie słucha
Strajk lekarzy oprócz tej jawnej, wszystkim znanej medialnej strony, ma też tę drugą. Tam zaś w roli głównej występuje... plotka (?).
- Dlaczego lekarzom akurat teraz zebrało się na strajkowanie? Dlaczego są tak zawzięci? - przytacza ''plotkę'' jeden z rzeszowskich lekarzy. - Odpowiedź jest prosta: władza przykręciła lekarzom śrubę i odebrała im możliwość brania ''kopert''. Kiedy ich dochody zaczęły gwałtownie topnieć, lekarzom nie pozostało nic innego, jak tylko podnieść wrzask, że zaraz umrą z głodu.
Do tego - kto ''kręci'' tym protestem? Otóż nie ci lekarze, których płace rzeczywiście są więcej niż śmieszne! ''Spiralę konfliktu'' nakręcają ci, których pozycja zawodowa jest niepodważalna, dochody do pozazdroszczenia, a tak w ogóle... ''To niech mi pan pokaże biednego lekarza!'' Akurat ta plotka to woda na młyn władzy, tym bardziej niebezpieczna dla lekarzy, że nijak nie można jej zweryfikować.
I druga wieść, będąca swoistą kontrą do tej pierwszej: - Do wszystkich urzędów kontroli skarbowej w całej Polsce wysłano z Warszawy pismo, w którym nakazuje się prześwietlić dochody lekarzy! - ta informacja też zresztą pochodzi od strajkujących lekarzy.
W tym jednak przypadku informację można spróbować zweryfikować. Karolina Krawiec, rzeczniczka Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie, wydaje się nieco zaskoczona, ale obiecuje sprawdzić.- Nie otrzymaliśmy takiego pisma - mówi. - Obdzwoniłam też inne urzędy, a nawet skontaktowałam się z naszym głównym rzecznikiem... Nikt nie wydawał takich dyspozycji. Ale rzeczywiście plotka krąży, bo dziennikarze wszędzie zaczęli się o to dopytywać.
Cóż, plotki, jak to plotki. Zresztą - wszystkim, którzy będą je podważać, zawsze można powiedzieć, że w każdej plotce tkwi jednak jakieś ziarno prawdy.
ANDRZEJ BARAN/Super Nowości z dnia 08_06_2007

