Okiem obiektywu ukazała niszczycielskie skutki wojny w Ukrainie
Kiedy 24 lutego 2022 r. na Kijów zaczęły spadać pierwsze pociski i rakiety, mieszkańcy miasta byli całkowicie zaskoczeni agresją Rosji na Ukrainę. Wielu z nich postanowiło opuścić stolicę w obawie przed niszczycielskimi skutkami wojny. Wśród nich znalazła się Maria Shevchenko. Po upływie kilku miesięcy spędzonych poza rodzinnym Kijowem, postanowiła wrócić do ojczyzny. Przez cały czas towarzyszył jej aparat fotograficzny, za pomocą, którego uwieczniła obraz dotkniętej wojną Ukrainy. Zdjęcia te prezentuje dziś w Jaśle.

Maria Shevchenko/fot. Marcin Dziedzic
Przed wojną Maria Shevchenko wiodła zwyczajne życie. Po ukończeniu studiów z teorii i historii sztuki na Akademii Sztuk Pięknych w Ukrainie oraz uzyskaniu tytułu magistra prawa międzynarodowego w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Kijowskiego im. Tarasa Szewczenki, odbyła kurs w Szkole Fotografii prowadzonej przez znanego ukraińskiego fotografa Viktora Maruszczenkę. Pracowała jako fotoreporterka dla ukraińskiej redakcji online oraz jako menedżer ds. komunikacji w Narodowym Centrum im. Oleksandra Dowżenki, wielomedialnej platformie artystycznej i największym archiwum filmowym w Ukrainie. Fotografia jest jej wielką pasją. Kiedy pod Kijowem stanęły rosyjskie wojska życie Marii Shevchenko i jej rodziny zmieniło się o 180 stopni.
- Dzień przed wojną każdy miał bardzo dużo planów na życie. W jednej chwili wszystko się zmieniło. Jedyna emocja, którą zapamiętam na całe życie, to godzina 5 rano, dużo połączeń telefonicznych i wiadomości. Wtedy zrozumiałam, co się wydarzyło. Usłyszałam wybuchy. Nikt tego nie oczekiwał, było to dla nas najbardziej niewiarygodne, takie straszne... i wiadomo, że byliśmy zagubieni. To był bardzo straszny szok. Bo kto mógł pomyśleć, że coś takiego może się wydarzyć? – wspomina.

Maria Shevchenko przez kilka dni ukrywała się z bliskimi w piwnicy, szukając schronienia przez spadającymi na budynki mieszkalne bombami i pociskami artylerii rakietowej. Następnie wraz z mamą udała się do małej wioski w ukraińskich Karpatach, skąd trafiły do Polski. Dla Marii nie był to jednak koniec podróży. W związku z pracą fotoreporterki w kolejnych miesiącach podróżowała pomiędzy Hiszpanią i Brazylią. Wcześniej pracowała na rzecz przemysłu obronnego Ukrainy, między innymi w roli managera do spraw public relations.
Po opuszczeniu Ukrainy Maria Shevchenko nieustannie wracała myślami do rodzinnego domu. Kiedy tylko na Kijowszczyźnie i w samej stolicy zrobiło się bezpieczniej, postanowiła wrócić do bliskich. Kijowa po agresji rosyjskiej z lutego ubiegłego roku, nie opuścili bowiem jej ojciec i siostra. – W domu cały czas byli ojciec i siostra. Tata nigdzie nie chciał jechać. Nie mogę go tak zostawić. Chce pomóc na tyle, na ile mogę. Każdy chce wrócić do domu. Robimy, co tylko możemy dla zwycięstwa. Nasze zadanie, nawet, jeśli jesteśmy za granicą, polega na tym, żeby dużo pracować, zarabiać i płacić podatki i pomagać naszemu wojsku. To jest najważniejsze. To jedyne, co możemy zrobić w tej sytuacji – przekonuje Maria.

W drodze powrotnej do domu Marii Shevchenko cały czas towarzyszył aparat fotograficzny. Za jego pomocą postanowiła uwiecznić piętno, jakie wojna odcisnęła na ukraińskich miastach i wsiach. Kiedy ponownie odwiedziła Jasło postanowiła zaprezentować wykonane wówczas fotografie. Odzwierciadlają one osobiste przeżycia autorki przytłoczonej niszczycielskimi skutkami działań wojennych. Dzięki współpracy z Muzeum Regionalnym w Jaśle mieszkańcy miasta i okolic mogą oglądać je na Placu Inwalidów. W miniony czwartek (30 marca br.) autorka zdjęć opowiedziała o swoich pracach podczas spotkania w siedzibie jasielskiego muzeum. Przedstawiają nie tylko zniszczone budynki, pojazdy i czołgi. Opowiadają również historię tych, którzy poświęcili życie w obronie ojczyzny.
- Pojechaliśmy na pogrzeb jednego pilota (płk. Mychaiła Matiuszenki – przyp. red.), który bronił kraju w najbardziej gorących momentach, na początku wojny. Wtedy, w maju, czerwcu zginął. Pojechaliśmy też zobaczyć Buczę, Irpiń. Takie najcięższe, najtrudniejsze miejsca. U nas jest bardzo dużo znajomych, przyjaciół, którzy stracili dom. Wojna dotknęła każdego, każdy coś stracił, czy to przyjaciół, czy znajomych. Ludzie, którzy kiedyś byli weseli, dzisiaj są bardzo smutni. Zmienili się pod wpływem strasznych rzeczy – wspomina Maria Shevchenko.

Intencją Marii Shevchenko było także przypomnienie o bezsensowności siejącej spustoszenie wojny oraz potrzebie dążenia ludzkości do pokoju i porozumienia. W krótkim wystąpieniu podziękowała pracownikom Muzeum Regionalnego w Jaśle za pomoc w organizacji wystawy oraz wszystkim Polakom za wsparcie, jakiego udzielali i wciąż udzielają Ukraińcom w niezwykle trudnym dla nich czasie.
Wystawę pt. „Droga do domu… fragmenty zranionej ziemi” można oglądać na Placu Inwalidów w Jaśle.
MD

