Polska gigantem gazowym w Europie? (VIDEO)
Chociaż Polska jest jednym z trzech gigantów, jeśli chodzi o złoża łupków, to silne lobby antyłupkowe walczy o zaniechanie przez nas prób poszukiwania złóż niekonwencjonalnych. O tym, jakie szanse stwarza wydobywanie w Polsce gazu łupkowego rozmawiał z jaślanami poseł Piotr Naimski z Prawa i Sprawiedliwości.
Początki poszukiwań gazu łupkowego w Polsce sięgają lat 50. Wtedy już amerykańskie firmy próbowały szukać złóż, ale stwierdziły, że jak na obecną warunki rynkowe jest to kompletnie nieopłacalne i się z tych prób wycofały. Dopiero w XXI wieku rozpoczęto poszukiwania łupków na szerszą skalę. W Stanach Zjednoczonych technologia poszukiwania gazu uwięzionego między skałami jest cały czas rozwija i to głównie tamtejsze firmy starały się o koncesję na poszukiwanie.
- Na początku mocno optymistycznego planu zakładano, że mamy 5 bilionów metrów sześciennych gazu ze złóż łupkowych. Stopniowo dochodzono prawdziwości tych założeń i obecnie z pewnością można stwierdzić, że na pewno nie jest ich więcej jak 2 biliony. Żeby zobrazować ile to jest i czy warto zajmować sobie głowę łupkami trzeba przypomnieć, że Polska rocznie zużywa 14 miliardów metrów sześciennych gazu – powiedział poseł Naimski.
Według obecnego stanu prawnego firmy zajmujące się gazem łupkowym mogą starać się o dwa rodzaje koncesji: poszukiwawczą i wydobywczą. Nie jest powiedziane, że jeżeli ktoś dostanie poszukiwawczą, to z automatu będzie uprawiony do wydobywania gazu ze złoża, które przeszukiwał– dodaje Naimski. Po spełnieniu kilku warunków, które są regulowane przez Główny Instytut Górnictwa i Ministerstwo Środowiska firma otrzymuje koncesję, na kilka lat (głównie 3 - 5 lat). W umowie koncesyjnej zawiera informację ile odwiertów wykona. Po wykonaniu wierceń firma obowiązana jest przekazać całą informację geologiczną do Instytutu Górniczego.

Istnieją takie zapisy, które są niejasne. Z jednej strony jest zapis, który mówi, że ten kto miał umowę na użytkowanie górnicze dla koncesji poszukiwawczej ma pierwszeństwo na zawieranie umowy o koncesje przy wydobyciu. Z drugiej strony wpisano na żądanie Komisji Europejskiej taki zapis, że ma się to podpisywanie umowy na wydobycie odbywać w drodze przetargu. Poseł Naimski nie kryje zdziwienia obecnym stanem prawnym regulującym koncesje. - Jest zapis, który daje tej firmie, która ma koncesję i umowę na poszukiwanie monopol na informację geologiczną na 5 lat. To oznacza praktycznie rzecz biorąc, że trudno sobie wyobrazić przetarg, bo kto stanie do przetargu nie mając informacji geologicznej? W normalnych warunkach powinno być tak, że firma stając do przetargu na wydobycie ma dostęp do całej informacji geologicznej.
Jeżeli złoże jest konwencjonalne, to mówiąc obrazowo przewierca się jedną dziurę i z tej dziury płynie gaz. Gaz w tym złożu jest uwolniony, jeśli ma odpowiednie ciśnienie to płynie przez kilka lub kilkadziesiąt lat. Ze źródłem niekonwencjonalnym jest tak, że gaz jest uwięziony w skale i żeby go wydobyć trzeba tą skałę skruszyć. Obecna technologia pozwala z jednego odwiertu wiercić nie tylko w pionie, ale również w poziomie do kilku kilometrów. Do odwiertu wpuszcza się płyn, który w 95% składa się z wody i 5% chemikaliów. Warto dodać, że te chemikalia znajdują się również w płynach, które są ogólnodostępne i dopuszczone do użytku. One są dla zdrowia człowieka obojętne - zaznacza Naimski.
Do odwiertu potrzeba wody w ilości wielkości basenu olimpijskiego. Ta woda jest dużym problemem, bo zgodnie z naszym prawem traktowana jest jako odpad, więc nie można jej ani oddać do oczyszczania ani powrotnie do miejsca poboru. Obecnie myśli się nad technologią ponownego użycia tej samej wody do kolejnych odwiertów.
Są pewne grupy lobbingu, które starają się nie dopuścić do wydobywania gazu łupkowego na dużą skalę. Te grupy, to silne lobby ze strony Rosji i Gazpromu, których głównym odbiorcą gazu jest rejon Europy Środkowej. W przypadku rozwoju wydobywczej łupków stracą ogromne ilości rynku. Drugim silnym ośrodkiem sprzeciwiającym się łupkom jest Francja, która w 80% korzysta z energii atomowej i nie chce stracić swojej pozycji - podsumował poseł.
Grzegorz Michalski
g.michalski@jaslo4u.pl
