"Pozbawienie ich ogrodów, byłoby wielkim nieporozumieniem"
Rodzinny Ogród Działkowca „Nasz Ogródek" liczy blisko 150 działkowców. Na przestrzeni trzech ostatnich lat przybyło aż 20 nowych osób. - Chcemy, żeby to miejsce tętniło życiem i było jeszcze bardziej rodzinne – podkreślił Jan Łucki, prezes zarządu ROD.

Działkowcy obchodzili wczoraj swoje święto. Piękna, słoneczna pogoda dopisała im w tym szczególnym dla nich dniu. Wśród gości, którzy uczestniczyli w obchodach byli wiceburmistrz Antoni Pikul oraz Robert Dygdoń, członek Okręgowego Zarządu Podkarpackiego PZD w Rzeszowie.

Wiele kontrowersji dla działkowców budzą prace nad nową ustawą o ogrodach działkowych. - Liczę, że te zmiany, które się dzieją wokół ustawy nam nie zaszkodzą. Nasze ogródki są na terenie zalewowym, więc nie ma takiej chęci, żeby to zabrać. Na pewno nowa ustawa nie powinna nam zepsuć dobrych stosunków z miastem i powiatem – zaznaczył J. Łucki, prezes zarządu ROD.

Gościnnie na święto działkowców przyjechał Robert Dygdoń, który podkreślił, że jest to jeden z najładniejszych ogrodów na Podkarpaciu. - Myślę, że ogrody mają szansę rozwijać się tak jak dotychczas, natomiast trudno powiedzieć, co nam nasze władze zafundują. Ogrody działkowe to nie jest twór dzisiejszy. One powstawały latami. Ludzie ciężko nad nimi pracowali w związku z tym uważam, że pozbawienie działkowców ogrodów, byłoby wielkim nieporozumieniem. Mam rozeznanie w terenie. Dużo podróżuje po Polsce. Moim zdaniem jest to ładny ogród, a zasługa w tym działkowców i władz tego ogrodu – powiedział R. Dygdoń, członek Okręgowego Zarządu Podkarpackiego PZD w Rzeszowie.




O ogródki działkowe dbają nawet trzecie pokolenia. Najstarsi stażem działkowcy pielęgnują je od 35 lat. Zarząd ROD uhonorował ich odznaczeniami. Nie zapomniano również o tych młodych, świeżo upieczonych działkowiczach, których prace oraz starania także zostały docenione. - Mamy działkowców już z ponad 30-letnim stażem. 35-37 lat i cały czas na chodzie. Mało tego dzieci, a nawet wnuki już tuptają za nimi. I to cieszy – dodaje J. Łucki.
(Red.)
