Ratowali życie, nie rękę
Tym razem nie przyszyto ręki ofierze tragicznego wypadku, do jakiego doszło w Mirocinie, w powiecie przeworskim. Mężczyzna trafił 20 stycznia na Oddział Ortopedii i Traumatologii Mikrochirurgii i Chirurgii Ręki Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. Lekarze musieli jednak przede wszystkim ratować mu życie, a nie urwaną rękę.
O zdarzeniu pisaliśmy wczoraj. 57-letni mężczyzna stracił rękę w połowie przedramienia, podczas czyszczenia rozrzutnika nawozów przy włączonym silniku. Został przewieziony do Szpitala Specjalistycznego w Jaśle, z nadzieją na uratowanie urwanej kończyny. Tutejsi ortopedzi z Oddziału Ortopedii i Traumatologii Mikrochirurgii i Chirurgii Ręki mają na swoim koncie kilka takich poważnych zabiegów. Pod koniec grudnia przyszyli mieszkańcowi Lipnicy Górnej rękę uciętą w połowie przedramienia. Tym razem nic nie dało się zrobić.
- Chory nie nadawał się do implantacji ręki z powodu ciężkiego stanu ogólnego. Miał duży uraz klatki piersiowej, połamane żebra, stłuczone płuca, stracił dużo krwi - informuje Karol Biesiadowski, jeden z lekarzy, który asystował przy operacji pacjenta.
Przede wszystkim ratowano życie
Przywiezionemu mężczyźnie trzeba było ratować najpierw życie, które było zagrożone. Zabieg przyszycia kończyny trwa długo, jest rozległy i obciążający organizm.
- W sytuacji, jak ta, gdy zagrożone jest życie chorego, jest on niemożliwy. Czekanie na to, że jego stan się polepszy to też strata, bo odcięta kończyna ulega martwicy w czasie 6-12 godzin - dodaje K. Biesiadowski.
Obecnie mężczyzna w stanie ciężkim przebywa na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Jak poinformował Grzegorz Litwicki, ordynator tego oddziału, życie pacjenta jest cały czas zagrożone, głównie wskutek poważnego urazu klatki piersiowej.
ars/Super Nowości

