Seryjni włamywacze czy zbieg okoliczności?
W ostatni weekend późnym wieczorem domy przy ul. Krakowskiej w Jaśle oraz w Gliniku Polskim zostały splądrowane. Pozostało jedynie pobojowisko i mnóstwo zmartwień. To niejedyne kradzieże, które miały miejsce w kwietniu w powiecie jasielskim.
Młodzi ludzie pobierali się w ostatnią sobotę. Miał to być dla nich jeden z najszczęśliwszych dni w życiu. Nie spodziewali się, że radość i szczęście tak szybko im zostanie odebrana. Pod nieobecność domowników z Glinika Polskiego oraz sąsiadów, którzy również bawili się na weselu, złodzieje skrzętnie przeszukiwali ich domy.
- Po północy do domu wrócili szwagier z wujkiem, babcią i z ciotką. Dom był w stanie makabrycznym – mówi pan młody. - Wszystko wylądowało na ziemi, było wyciągnięte z szafek. Cały dom był splądrowany od dołu do góry. To byli zawodowcy - podkreśla ojciec panny młodej.
Tego samego wieczoru okradziony był również dom sąsiadów. Dzisiaj nie mają wątpliwości, że byli obserwowani przed weselem, jak i pod salą w Łężynach. - Musieli wiedzieć, że sąsiad wrócił z Niemiec - dodaje ojciec młodej.

Dom rodziców panny młodej pilnowały wówczas trzy owczarki biegające wokół posesji. Złodzieje również z nimi nie mieli większego problemu. Ogłuszyli zwierzęta i zamknęli je w kojcu. Do domu weszli przez okno wyłamując je prawdopodobnie łomem. - Psy do dzisiaj nie mają praktycznie węchu. Jak przyjechałem do domu nie mogłem ich poznać. Zachowywały się dziwnie, nie szczekały – opowiada ojciec panny młodej. - Nikt obcy nie wyszedłby z domu, bo psy nie wypuściłyby go. Zawsze gdy ktoś przychodził, psy musiały być zamknięte w kojcu. To są groźne zwierzęta – dodaje.


Domownicy nie pamiętają, by do takiej kradzieży kiedykolwiek doszło w Gliniku Polskim. Dopiero teraz zaczynają sobie przypominać, że przed weselem dużo samochodów przejeżdżało obok ich domu. Są przekonani o tym, że byli znacznie wcześniej obserwowani, również w dniu ślubu i pod salą w Łężynach, gdzie odbywało się wesele.
- Zabrali pieniądze, złoto i srebro – mówi pan młody. Złodzieje zabrali tysiące złotych, które miały być przeznaczone na opłaty po weselu. Rodzice pani młodej oraz młode małżeństwo pozostali z pożyczkami i zapomogami z pracy. - Pomimo strat jesteśmy szczęśliwi, że nikomu nic się nie stało. Trzeba się podnieść i żyć dalej. Chcemy przestrzec i uchronić innych od takich zagrożeń.
Ilona Czarnecka
ilona.czarnecka@jaslo4u.pl
