Śmiertelna ofiara pożaru w Tarnowcu (NOWE FAKTY)
Przez około sześć godzin dogaszano pożar, do którego doszło w jednym z domów mieszkalnych w Tarnowcu. Jego ofiarą jest 59-letnia kobieta. Ogień bardzo szybko rozprzestrzenił się i objął swym zasięgiem całość drewnianego budynku. Męża kobiety z lekkimi oparzeniami i podejrzeniem zawału serca przewieziono do szpitala.

Zdjęcie nadesłane przez internautę.


Zdjęcia: KPP w Jaśle
- Jest to jeden z tragiczniejszych pożarów do których wyjeżdżamy – powiedział starszy kapitan Andrzej Bugajski, dowódca Jednostki w Ratowniczo-Gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Jaśle.
Do tragedii doszło w niedzielę przed południem. Ogień rozprzestrzenił się na cały budynek mieszkalny. Akcję strażaków utrudniały duże kłęby dymu oraz płomienie wydostające się ze wszystkich możliwych otworów domu. Wewnątrz budynku znajdowała się kobieta, którą strażacy znaleźli po 20 minutach. Jej mąż w momencie wybuchu pożaru znajdował się poza budynkiem. Prawdopodobnie podejmował próby wejścia do środka, zakończyły się one jednak niepowodzeniem.
- W momencie pożaru mężczyzna znajdował się poza budynkiem. W późniejszym czasie jak się okazało, z lekkimi oparzeniami i podejrzeniem zawału serca został zabrany przez karetkę pogotowia do szpitala. Na miejscu również udzielono pomocy medycznej córce, która dostała ataku szału – wyjaśnia st. kpt. Andrzej Bugajski.
Strażacy dostali się do środka budynku dzięki wejściu po drabinie przez okno, gdyż drewniana klatka schodowa uległa spaleniu. Pozostały po niej jedynie zgliszcza.
- Cały budynek był drewniany, na zewnątrz otynkowany. Stropy, dach, ściany - wszystko było wykonane z drewna. Poddasze zostało ocieplone styropianem i podbite płytą ze sklejki a konstrukcja dachu pokryta była blachą, dlatego też w wyniku pożaru powstało duże zadymienie – dodaje dowódca.
W całej akcji zużyto 30 aparatów ochrony dróg oddechowych. Sprzęt ten pozwala strażakom na pracę w ekstremalnych warunkach, ale na bardzo krótko. - To świadczy o tym jak było ciężko i jakie było zadymienie. Praktycznie do końca dogaszania pożaru wszystko było prowadzone w aparatach – podkreśla A. Bugajski.
Na miejsce zadysponowano cztery jednostki z Państwowej Straży Pożarnej oraz osiem z Ochotniczych Straży Pożarnych.
(icz)
