Stanisław Pankiewicz: Nie jest dla mnie celem zostanie posłem dla prestiżu
Szczerze i do bólu. Ostre pytania w rozmowie ze Stanisławem Pankiewiczem wójtem gminy Jasło, kandydatem do sejmu z listy Komitet Wyborczy Polskie Stronnictwo Ludowe.

Redakcja: Napisał Pan w swojej notce biograficznej, że pasjonuje się boksem, widział Pan ostatnią walkę Adamka z Kliczko?
Pankiewicz: Lubię boks. Oczywiście, oglądałem walkę Tomka Adamka z Witalijem Kliczko. To były duże emocje. Byłem duchem przy Adamku, ale niestety było widać różnicę poziomów. Ukrainiec był szybszy, lepszy technicznie i dominował fizycznie. Ale trzeba oddać Adamkowi, że wytrzymał te zabójcze ciosy, pokazał klasę.
Redakcja: A jak ocenia Pan swoje szanse przed walką wyborczą.
Pankiewicz: Wierzę, że wygram. Mam doświadczenie, dobry program wyborczy i mam poparcie różnych środowisk społecznych. Wierzę, że wygram, bo inni we mnie wierzą. Propozycja PSL-u bym startował nie była przypadkowa. Razem rządzimy w gminie Jasło, moim zastępcą od 7 lat jest działacz ludowców. Partia udzieliła mi też poparcia w ostatnich wyborach na wójta. Poza tym PSL chce bym wykorzystał swoje doświadczenie i aby Jasło miało skutecznego przedstawiciela w Sejmie, a ja wiem, że można zrobić dużo dla naszego regionu.
Redakcja: A nie startuje Pan dla pieniędzy, które są do zarobienia przy Wiejskiej?
Pankiewicz: Wiem o czym pan mówi, ciepła posadka, dietka, te sprawy… szczerze?
Redakcja: Tak
Pankiewicz: Poziom uposażenia posłów jest równoważny z uposażeniem wójta. Takie są realia. Ja mówię wprost, że kwestie finansowe nie wchodzą tu w grę. Jeśli bym myślał tymi kategoriami, o których Pan mówi, to pewnie nie podjąłbym tych starań. Proszę mi uwierzyć nie jest dla mnie celem zostanie posłem dla prestiżu. Jestem w takim wieku, że teoretycznie powinienem zwolnić, spędzać czas z wnukami, cieszyć się życiem. Ale mogę pogodzić życie osobiste z zawodowym i mogę zrobić coś więcej. Tym bardziej, że jak już zapowiedziałem, jest to moja ostatnia kadencja jako wójta gminy Jasło. W sejmie możemy spróbować rozwiązać te kwestie, które nie udało nam się samorządowcom załatwić tutaj na „dole”, a które wymagają zmian systemowych.
Redakcja: Pana propozycje programowe nie są przepisane z żadnego programu. Są autorskie.
Pankiewicz: To prawda.
Redakcja: Mimo to zarzucono panu mijanie się z prawdą na konferencji prasowej
Pankiewicz: Wszystko, co powiedziałem do dziennikarzy jest prawdą. Niestety niektórzy interpretują słowa w sposób nieuprawniony, tendencyjny.

Redakcja: To jak w końcu jest z tym „janosikowym”?
Pankiewicz: W październiku do sejmu trafia projekt złożony przez duże miasta, aby zlikwidować „janosikowe”, czyli system, dzięki któremu biedniejsze samorządy i miasta, w tym gmina i miasto Jasło, mogą się rozwijać. Ja mówię likwidacji „janosikowego” nie, podobnie jak większość samorządów na Podkarpaciu. To jest realny problem, musimy o nim rozmawiać.
Redakcja: A co z tematem bezrobocia?
Pankiewicz: Rynek pracy jest zmienny. Popatrzmy chociażby na rolnictwo. Dzisiaj rolnik to coraz częściej przedsiębiorca, świadomy tego co chce produkować, chcący zatrudniać pracowników. Coraz więcej rolników chce wydzierżawiać grunty, aby poszerzać areał. Jednak musimy stworzyć dla nich warunki wsparcia. Dlatego proponuję stworzenie zachęt do tworzenia grup producenckich w postaci dotacji, niskoprocentowych kredytów oraz wsparcia administracyjnego i prawnego. Wspomniałem już kiedyś, że napędem do rozwoju miejsc pracy w naszym terenie jest rozwój turystyki zwłaszcza tej weekendowej, agroturystyki i enoturystyki (turystyki winiarskiej – przyp. red.). W Trzcinicy funkcjonuje winnica gdzie właściciel buduje przetwórnię wina wraz z kompleksem dla gości oraz profesjonalną salę, w której można będzie degustować wina. Tworzy miejsca pracy. Musimy umożliwić przedsiębiorcom większą elastyczność w zakładaniu swoich firm.

Redakcja: W Pana programie nie znajdziemy sloganów typu „obwodnica północna dla Jasła”, to przypadek?
Pankiewicz: Uważam, że musimy realnie popatrzeć na rozwiązania komunikacyjne w naszym regionie. Moim zdaniem priorytetem powinno być rozważanie alternatyw komunikacyjnych dla Podkarpacia i zabieganie o włączenie do programów centralnych tych rozwiązań komunikacyjnych, które zdaniem fachowców są realne do zrealizowania. Błędem jest ślepe trzymanie się sloganowych inwestycji, które pojawiają się przed każdymi wyborami.
Redakcja: Chce pan również zwiększenia środków na inwestycje drogowe na terenach podgórskich.
Pankiewicz: To jest problem wszystkich samorządów. Drogi u nas buduje się ciągle. Większość z nich nadaje się do kapitalnego remontu zaraz po zimie, bo są one położone w takim terenie, że tworzą się z nich rowy odwadniające, a w konsekwencji powstają ubytki. Zwiększenie finansowania z budżetu państwa byłoby ogromnym wsparciem dla samorządów.
Redakcja: Ciekawe rozwiązania proponuje Pan w kwestii oświatowej
Nie podjęliśmy decyzji w gminie Jasło o likwidacji szkół, mimo że koszty, jakie generują są mocno obciążające nasz budżet, ale nigdy człowiek nie był dla nas „kosztem”, dlatego wymyśliliśmy rozwiązanie alternatywne. W szkołach, w których jest niska liczba uczniów możemy zaproponować połączenie placówek przedszkolnych z wczesnoszkolnymi. W ten sposób sześciolatki łatwiej będą się asymilować w nowym i bezpiecznym środowisku. Zaś stworzenie ustawowego minimum, od którego możliwe będzie finansowanie szkół dałoby prawo do przekształcenia szkół o małej liczby dzieci w szkoły niepubliczne.
Redakcja: Wróćmy na chwilę do PSL-u. Dostał pan wysoką pozycję na liście. Niektórzy działacze innych partii z długoletnim stażem wypadają gorzej od Pana. Byli mierni, ale wierni? A może za wysokie pozycje na liście trzeba zapłacić?
Pankiewicz: Nie wiem jakimi kryteriami rządzą się inne partie. „Kupowanie miejsca” – to pojęcie jest mi zupełnie obce, a wiem, że PSL takich praktyk nie stosuje. Na to trzeba zapracować. PSL postawił na mnie jako na człowieka, który trochę zrobił i ma pomysł na więcej.
Redakcja: W ilu partiach Pan był?
Pankiewicz: W jednej. Byłem w PZPR-ze, nie wstydzę się o tym mówić. Byłem też milicjantem, o tym też nie boję się mówić. Pracowałem w logistyce, zajmowałem się zaopatrzeniem i finansami. Nie brałem udziału jako funkcjonariusz w działaniach operacyjnych. Nie zostałem też włączony do działań operacyjnych w Stanie Wojennym, bo nie budziłem zaufania przełożonych.
Redakcja: Przez to, że nie bał się pan manifestować swoich przekonań religijnych?
Pankiewicz: W latach 80. byłem rozliczany z tego, że wychowywaliśmy z żoną dzieci w duchu wiary katolickiej i nie robiliśmy z tego tajemnicy. Dano mi to odczuć w pracy. Konsekwencją było utrącenie mnie z wcześniejszego awansu oficerskiego.
Redakcja: Nie boi się pan, że czarnobiałe postrzeganie historii, spowoduje, że straci pan w oczach części wyborców?
Pankiewicz: Proszę zrozumieć, że ja nigdy się z tym nie kryłem, nie jestem obłudny, aby tuszować swoją przeszłość, ale też nigdy nie wyrządziłem swoimi działaniami ludziom krzywdy.
Redakcja: Nie ukrywał Pan także sympatii do PiS-u.
Pankiewicz: Nigdy nie byłem członkiem PiS-u, byłem przez tę partię popierany, to prawda. Kilka lat temu to była inna partia, miała inne cele, priorytety…
Redakcja: Dlaczego Pan zrezygnował?
Pankiewicz: Źle się czuję z ludźmi, którzy są pamiętliwi, obraźliwi. Nie noszę urazy do innych ludzi i staram się swoją energię w kontakcie z drugim człowiekiem wykorzystywać do rozwiązywania jego problemów, a tracenie sił na kłótnie i spory, które nic nie wnoszą jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Redakcja: Wiele osób mówi, że zagłosuje na Pankiewicza, jeśli powie co zrobił. W pana materiałach wyborczych prócz typowo autorskich projektów są również osiągnięcia, które mają wielu ojców sukcesu. Proszę zatem powiedzieć, kto realizował inwestycje kanalizacyjne w gminie?
Pankiewicz: Projekt został przygotowany przez zarząd Związku Gmin Dorzecza Wisłoki, w którym byłem Przewodniczącym Zgromadzenia, a któremu przewodniczył burmistrz Czernecki. Ale cały projekt od rozstrzygnięcia przetargu przez realizację i złożenie raportu końcowego do Brukseli należał do mnie, do zarządu ZGDW, którym w latach 2007 – 2009 kierowałem. Temat rozliczenia finansowego został zamknięty za mojej kadencji.
Redakcja: A Karpacka Troja?
Pankiewicz: Karpacka Troja to gra zespołowa. Pomysłodawcą skansenu jest Jan Gancarski, finansowego wsparcia udzieliła Unia Europejska i marszałek województwa, a cały ciężar przygotowania rozwiązań administracyjno-prawnych i pomocy organizacyjnej przy wykupie działek i trudnościach z tym związanych spoczywał na urzędzie i na mojej osobie.

Redakcja: Winiarstwo?
Pankiewicz: Bezpośrednio zajmowałem się wykonywaniem drugiego etapu szkoleń winiarzy, ale jako Przewodniczący Zgromadzenia ZGDW brałem udział w realizacji projektu „Podkarpackie winnice” - pierwszej i największej inicjatywie wspierającej rozwój winiarstwa we współczesnej Polsce.
Redakcja: Czy więc Pana działania w Sejmie będą miały coś z lobbingu dla Podkarpacia?
Pankiewicz: Nie lubię tego określenia, źle się kojarzy. Będę zabiegał, aby głos samorządów był słyszany w Sejmie a problemy Podkarpacia dostrzegane i rozwiązywane. To jest dla mnie priorytet.
