Trwa proces w sprawie niewłaściwego postępowania z odpadami. Na ławie oskarżonych przedsiębiorca z Jasła – Grzegorz S.
W miniony wtorek w Sądzie Rejonowym w Jaśle odbyła się kolejna rozprawa w sprawie nielegalnego składowania odpadów w Zimnej Wodzie. Na ławie oskarżonych siedzi Grzegorz S., znany jasielski przedsiębiorca, na którego posesji miał miejsce ten proceder. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Wczoraj sąd przesłuchał dwóch świadków, którzy wykonywali prace zlecone przez oskarżonego.

Grzegorz S. został oskarżony przez prokuraturę o to, że od 5 do 14 marca 2022 r. w miejscowości Zimna Woda na działce (...) wbrew przepisom składował odpady poprzez zakopanie ich w gruncie, wykopanym w tym celu dole o wymiarach 14x13 metrów bez odpowiedniego zabezpieczenia składowiska w takich warunkach i w taki sposób, co mogło spowodować obniżenie jakości wody. Mężczyzna nie przyznał się do winy.
Sprawa wyszła na jaw dzięki grupie zaniepokojonych mieszkańców, która zauważyła, że przy użyciu koparki na terenie należącym do oskarżonego przedsiębiorcy zakopywane są śmieci. Następnego dnia plac był czysty. Potem jednak wszystkie odpady zostały ponownie odkopane. Miejscowi obawiali się, że przez ten nielegalny proceder dojdzie do skażenia wody pitnej. O sprawie została powiadomiona policja. Prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Kontrolę przeprowadzili również inspektorzy z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Wynikało z nich m.in., że w stercie śmieci zgromadzonych i zakopywanych na terenie przedsiębiorstwa w Zimnej Wodzie znajdowały się odpady pochodzenia roślinnego, papieru i tektury, tworzywa sztuczne, materiały tekstylne, szkło, metal, odpady organiczne oraz mineralne.

Sędzia Marzena Zygarowicz przesłuchała we wtorek dwóch świadków. Jednym z nich był operator koparki, któremu oskarżony zlecił wykopanie dołu na działce. - Oskarżony miał swoją koparkę. Pojechałem, chyba w piątek wieczorem i wykopałem dołek w Zimnej Wodzie. Kiedy skończyłem było już ciemno. Właściciel Grzegorz S. wskazał mi, gdzie mam kopać – mówił. - Na drugi dzień przyjechałem. Powiedział, że przydałoby się uprzątnąć bałagan. Liście, gałęzie, wycinki po tujach i leżące tam worki. Potem zrobił się ruch, zaczęli ludzie latać. Właściciel mówił, żebym jechał stąd, odwiózł mu koparkę – zeznał świadek. Dodał również, że na działce znajdowały się inne worki, które nie były wrzucane do dołu. - Popołudniu w sobotę wykonywałem wykopu tego, co wcześniej zakopałem. To co wyciągałem z rowu rzucałem na bok przy tym dole. Na pewno przejeżdżając drugi raz po działce, kiedy miałem wykopywać to co wcześniej było zakopane, gąsienicami przejechałem przez gdzie indziej ułożone worki i jechałem w stronę wykopu. Żeby do niego dojechać koparką, za pomocą łyżki utwardziłem teren gałęziami i wszystkim tym co tam było, a później wymieszałem to co było na działce z tym co było na wykopie. Głębokość dołu miała około 3 metrów, a później przy drugich pracach został pogłębiony o pół metra – wyjaśnił operator koparki.
Przyznał, że był zaniepokojony i pytał oskarżonego Grzegorza S., czy posiada zezwolenie na wykonanie wykopu. Nie widział, aby właściciel takie posiadał ani tego nie weryfikował. Nie umiał odpowiedzieć na pytanie sędzi, jakie zezwolenie trzeba posiadać i kto je wydaje. Uznał swoje pytanie za rutynowe. Nie sprawdził również jakie odpady znajdują się w workach, a było ich jak określił około 20-30, które wrzucał do wykopanego dołu. Zdaniem świadka obok niego również mogły leżeć opony i inne worki, ale nie zwracał na to specjalnie uwagi. Przyznał się, że kolegował się z oskarżonym. Za to, że Grzegorz S. pozwalał mu wędkować na swoich stawach, za wykonaną pracę na koparce nie wziął żadnych pieniędzy. Potraktował to jako przysługę.
Drugi świadek przyznał, że brał udział w pracach porządkowych na działce należącej do przedsiębiorcy. - W marcu w sobotę mieliśmy przyjechać do Zimnej Wody na polecenie pana Grzegorza, że mamy oczyścić teren z folii, a rzeczy jak liście wsypać do dołu. Ja tam byłem około godziny 8. rano. Operator koparki pracował tam już wcześniej, dół był przez niego w większości zasypany. Na miejscu zaczęliśmy prace segregacyjne. W pewnym momencie pojawili się jacyś ludzie, zaczęli nas nagrywać, po czym przyjechał oskarżony i kazał nam przerwać pracę – mówił świadek. - Byłem na działce jak wykopano odpady z dołu. Przyjechała duża koparka na gąsienicach. Operator przejechał po tych zebranych przez nas śmieciach, na oko było ich 30-40 worków. Nie wiem skąd było tak tych śmieci. Tę liczbę 30-40 worków podałem bez zastanowienia. Śmieci zbierałem około 2 godzin z jednego miejsca, z tego, w którym staliśmy – dodał. Świadek przyznał, że operator wymieszał śmieci zielone z tymi zebranymi. Nie zwrócił jednak uwagi, ale wydaje mu się, że w tej masie wykopanej były tylko gałęzie i odpady zielone.
Obrońca oskarżonego wniósł do sądu o dopuszczenie dowodu postanowienia Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie z 10 czerwca 2021 r. na okoliczność wykazania, że zgromadzone w wykopie odpady nie stanowiły zagrożenia dla wód gruntowych. Ponadto sędzia Marzena Zygarowicz postanowiła z urzędu dopuścić dowód z opinii biegłego na okoliczność ustalenia, czy na działce w Zimnej Wodzie składowanie i zakopanie odpadów w gruncie mogło spowodować obniżenie jakości wody, powierzchni ziemi, zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym, zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka o którym mowa w art. 183 par 1 kk.
Więcej na ten temat:
<Czy na terenie przedsiębiorstwa w Zimnej Wodzie jego właściciel zakopywał śmieci?>
<Śledczy wciąż badają sprawę nielegalnego składowania odpadów w Zimnej Wodzie>
<Oskarżony Grzegorz S. odpowie przed sądem>
id

