Za i przeciw zalewowi Kąty-Myscowa
Zalew Kąty-Myscowa musi powstać. Bo ochroni przed powodzią i zapewni wodę mieszkańcom Jasła, Dębicy i Mielca. Jeśli będzie taka potrzeba, jego budowa będzie skonsultowana z Komisją Europejską - zapewniają władze województwa i przedstawiciele inwestora.
W piątek w urzędzie wojewódzkim odbyło się spotkanie poświęcone problemom budowy zalewu Kąty-Myscowa. Wzięli w nim udział m.in. wojewoda Ewa Draus, poseł Stanisław Zając, Antoni Gronko, zastępca dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie, Krzysztofa Bełz z Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej.
Dlaczego Kąty-Myscowa? Bo budowa zbiornika w górnym biegu Wisłoki jest jedynym sposobem na ochronę przed powodziami. - W ostatnich latach powodzie spowodowały w powiecie jasielskim 51 mln zł strat, w dębickim - 45 mln zł i 23 mln zł w mieleckim. Straty w melioracjach wodnych wyliczono na ok. 230 mln zł - przypomniał Marek Górak, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie.
Zdaniem Antoniego Gronko zalew Kąty-Myscowa byłby w stanie zredukować falę powodziową o ponad 70 proc. - Pozwoli również na regulowanie przepływu w rzece w okresach suszy. Gdyby nie powstał, można się spodziewać takiego obniżenia poziomu wody, że zagrożone będzie życie biologiczne w rzece i niemożliwy pobór wody dla Jasła, Dębicy i Mielca - powiedział Antoni Gronko. Według danych Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej już teraz okresowo wody pozbawionych jest 1700 osób w tym regionie, a około 20 tys. mieszkańców odczuwa jej deficyt.
Spróbują się dogadać
Zanim zalew powstanie, odbędzie się jeszcze długotrwała procedura uzgodnień i konsultacji. Mieszkańcy z Kątów i Myscowej będą mogli wyrazić swoje opinie, gdy zostanie ustalony plan zagospodarowania przestrzennego i gdy będzie gotowa ocena wpływu inwestycji na środowisko. - Jeśli będzie trzeba, poprosimy o opinię na temat tej inwestycji Komisję Europejską. Nie chcemy, żeby były jakiekolwiek wątpliwości i zastrzeżenia - zapewnił poseł Stanisław Zając.
Co czeka mieszkańców? Inwestor, czyli RZGW, planuje wysiedlenie 102 gospodarstw. - Ich właściciele otrzymają rekompensaty. Będą mogli wybudować dom w innym miejscu. Dla tych, którzy sobie z tym nie poradzą, powstaną budynki komunalne, ale na pewno nie będą to drugie Maniowy (wieś wysiedlona w czasie budowy zalewu czorsztyńskiego, jej mieszkańców przesiedlono do betonowego osiedla domów jednorodzinnych) - zapewnia Gronko. Ziemia i gospodarstwa będą wyceniane wg stawek wolnorynkowych. - Mamy doświadczenia z budowy zalewu Świnna Poręba. Tu wysiedlonych może być 100 gospodarstw, tam było ok. 400. Ze wszystkimi udało się nam porozumieć - dodał.
Mieszkańcy boją się nieznanego
Do tej pory przedstawiciele RZGW nie rozmawiali z ludźmi o pieniądzach: za ziemię, za budynki gospodarcze i domy. Takie rozmowy mają się podobno odbyć w maju. - Być może właśnie dlatego mieszkańcy tych miejscowości są tak poruszeni - przyznaje poseł Zając, który przewodniczy Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska.
Andrzej Kasprzak z Myscowej mówi, że to, co najbardziej wkurza ludzi z tych okolic, to niepewność. - Nie wiemy, czy zalew powstanie, nie wiemy kiedy, nie wiemy, co będzie się potem działo. Istnieje szeptana informacja, że wybudują bloki dla przesiedleńców. W Polsce ten pomysł się nie sprawdził. Co mają zrobić ludzie, którzy postawili na rolnictwo ekologiczne, mają unijne certyfikaty na swoje produkty? - pyta Kasprzak.
- Zalew nie powinien tu powstać - mówi Iwona Kostrząb, również z Myscowej, która sama wychowuje troje dzieci i mieszka z 80-letnimi rodzicami. Kobieta nie wyobraża sobie, że miałaby pozostawić swoje domostwo i przenieść się gdzie indziej. - Gdzie? Jeśli zalew powstanie za 10 lat, ja będę miało koło 50. W takim wieku mam budować dom? - pyta.
Anna Gorczyca/Gazeta.pl

