Zapal świeczkę...
1
Paweł jutro weźmie róże i pójdzie na grób Justyny. Gdyby nie dramat na zakręcie w Wyżnem, w tych dniach miałoby się urodzić ich dziecko. Byliby teraz szczęśliwą rodziną. Marzenia Justyny i Pawła nigdy się nie urzeczywistnią. Życzenia wypowiedziane w dniu ślubu - nie spełnią. Nie przytulą dziecka, które teraz właśnie powinno się urodzić. Kilka sekund na drodze w Wyżnem zdecydowało, że ich życie legło w gruzach.
Tego majowego dnia Paweł nigdy zapomni. Było ciepło, ale droga z Krosna do Rzeszowa jeszcze mokra po deszczu. Justyna siedziała za kierownicą nissana, obok Paweł, z tyłu teściowa.
Zakręt w Wyżnem, nadjeżdżający autobus. Wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Pobocze, poślizg, krzyk Justyny, rosnący w oczach autobus, uderzenie, huk, trzask gniecionej blachy, odłamki szkła sypiące się na ich twarze, krzyki ludzi, wycie karetek. I nieruchoma głowa Justyny na jego kolanach. Potem trzy słowa lekarza, których nigdy nie zapomni: dwie ofiary śmiertelne.
Wezmę bukiet róż
Jutro rano Paweł pójdzie na cmentarz. Z rodzicami, z rodzeństwem. Zaniesie kwiaty Justynie: jej ulubione róże - tak jak to robi każdego tygodnia od 24 maja 2006 roku. Zapali znicze. Będzie odpowiadał na słowa pocieszenia.
- Wieczorem wrócę raz jeszcze na cmentarz, sam - mówi Paweł. - Wokół będzie już cicho, nikt nie przerwie mi modlitwy, skupienia. Będę w myślach rozmawiał z moją Justyną. Wracał do naszych szczęśliwych chwil, do marzeń. Zapytam: dlaczego akurat my?
Nie zwracałem uwagi na krzyże
Gdyby nie ten dzień, ten zakręt, ten autobus, gdyby wtedy nie jechali do Rzeszowa, dziś pewnie tuliłby ich pierwsze dziecko.
- Justyna była w ciąży, maleństwo miało się urodzić w październiku a my nie mogliśmy się już doczekać tej chwili - mówi.
Kiedyś nie zwracał uwagi na krzyże i znicze przy drogach. Teraz wie, że każde z tych miejsc to znak ludzkiej tragedii. Ktoś tu stracił najbliższą osobę.
- Dziś wracałem do Krosna autobusem. Zobaczyłem płonące świece i lampki przy obwodnicy, w miejscu gdzie kilka dni temu zginęło troje młodych ludzi - mówi. - W gazecie przeczytałem o wypadku w Wyżnem: znowu śmierć trojga młodych osób. Ten sam zakręt, zderzenie z autobusem. Dziewczyna, która siedziała za kierownica miała prawie tyle lat, ile moja Justyna…
(Nowiny)

