Zmarnowane tony owoców
Porzeczki, agrest, maliny – owoce tradycyjnie uprawiane na Podkarpaciu zostaną w tym roku w dużej części zmarnowane. Powodem są zbyt niskie ceny skupu dyktowane przez odbiorców.![]()
![]()
Hodowcom nie opłaca się zbierać owoców. Wolą je rozdać za darmo sąsiadom lub pozostawić na krzakach niż sprzedać za kilkadziesiąt groszy.![]()
Rezygnują z upraw![]()
- Coraz więcej producentów owoców rezygnuje z upraw – mówi Stanisław Rajzer, prezes Spółdzielni Ogrodniczo Pszczelarskiej z Łańcuta – W tym roku spotkałem się już z przypadkami likwidacji upraw. Dotyczy to szczególnie tych producentów, którzy owoce zbierają ręcznie. Niska cena jest wynikiem zmowy odbiorców ustalających poziom cenowy skupu. Te ceny głównie dyktują Niemcy, którzy są największym importerem owoców z Polski. My musimy się podporządkować albo wylecieć z interesu. Tak naprawdę korzyści nie mamy ani my jako spółdzielnia ani producenci owoców. ![]()
Kto do cholery ustala ceny?![]()
- Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego jest tak niska cena skupu owoców... – zastanawia się Tadeusz Superson, właściciel uprawy agrestu z Krzemienicy – Kto i na jakiej podstawie ustala ceny skupu? Część punktów skupu w ogóle w tym roku nie odbiera agrestu. Dlaczego jest tak, że w jednym roku płacono 5 złotych za kilogram a teraz zaledwie 60 groszy? ![]()
Żeby chociaż wyjść na zero![]()
Z 50 arowej uprawy agrestu w Krzemienicy można zebrać do 5 ton owoców pod warunkiem, że wegetacji sprzyja pogoda. – Przy tej cenie skupu, zysk ledwie wystarcza na pokrycie kosztów utrzymania uprawy – mówi Tadeusz Superson, który od 6 lat uprawia agrest – Mówiąc o kosztach myślę jedynie o cenach nawozów i oprysków. Nie liczę godzin pracy. Na takiej uprawie jak moja muszę prowadzić prace pielęgnacyjne i zbiory przez 30 dni. ![]()
Na pytanie dlaczego jeszcze zajmuje się uprawianiem agrestu, pan Superson rozkłada ręce – Staram się wyjść na zero, żeby nie dopłacać do tego interesu. Może kiedyś przyjdą lepsze czasy.
![]()

