„Nie musisz z tym żyć”. W jasielskim GEN-ie kobiety rozmawiały o zdrowiu bez tabu
Kobiety pamiętają o badaniach dzieci, pilnują wizyt lekarskich swoich bliskich, przypominają partnerom o lekach, a własne zdrowie często odkładają na później. Do czasu, aż ciało zaczyna wysyłać sygnały, których nie da się już ignorować. W sobotni wieczór, 12 września, w Generatorze Nauki GEN w Jaśle rozmawiano właśnie o tym, jak nie zostawiać siebie na końcu. Konferencja „Świadoma dzisiaj, zdrowa jutro” pokazała, że o zdrowiu kobiet można mówić bez skrępowania, bez oceniania i bez tematów tabu.
Zapraszamy do obejrzenia Fotorelacji>>>



Sala jasielskiego GEN-u wypełniła się kobietami w różnym wieku. Łączyło je jedno – chciały wiedzieć więcej o własnym ciele i nauczyć się rozpoznawać sygnały, które w codziennym życiu łatwo zbagatelizować. Było o profilaktyce, zdrowiu intymnym, odżywianiu i obrzękach, ale także o wstydzie, strachu przed diagnozą i przekonaniu, że pewne dolegliwości „po prostu trzeba zaakceptować”.


Sobotnia konferencja była jednocześnie inauguracją działalności Stowarzyszenia „Dla Zdrowia Kobiet”, za którym stoją kobiety od lat zajmujące się edukacją zdrowotną. Jak przypomniała podczas spotkania Małgorzata Buba, pierwsze wspólne działania rozpoczęły się już w 2019 roku. Wtedy namówienie kobiet na udział w warsztatach wcale nie było łatwe. Dzisiaj zainteresowanie podobnymi spotkaniami pokazuje, jak bardzo zmieniła się świadomość, ale też jak ogromne pozostaje zapotrzebowanie na rzetelną wiedzę.
Jedna z uczestniczek powiedziała później: dziękuję za uratowanie życia
Najbardziej poruszającym momentem wystąpienia Małgorzaty Buby była historia jednej z uczestniczek wcześniejszych warsztatów. To właśnie ona najlepiej pokazała, że nauka samobadania piersi nie jest tylko kolejnym punktem programu konferencji.

– Po kilku miesiącach zadzwoniła do mnie dziewczyna, która powiedziała, że chciała podziękować za uratowanie życia, ponieważ była na tych warsztatach. Pamiętam, że wtedy podeszła do mnie i powiedziała: „Gosia, słuchaj, ja mam taką zmianę w piersi jak na tym fantomie. Nie wiedziałam, że to jest nieprawidłowe”. Powiedziałam jej, że natychmiast musi iść do lekarza. Przeszła chemioterapię, dzisiaj jest zdrowa i wróciła do pracy. Dzięki temu, że była na tym spotkaniu, można powiedzieć, że uratowałyśmy jej życie. Wtedy dostałyśmy takiego powera, że powiedziałyśmy sobie: to ma sens, będziemy dalej organizować takie spotkania – opowiadała Małgorzata Buba.
Ta historia wybrzmiała szczególnie mocno, bo sprowadziła profilaktykę do bardzo prostego mechanizmu: najpierw trzeba wiedzieć, czego szukać i na co zwracać uwagę. Dopiero wtedy można odpowiednio szybko zareagować.
Małgorzata Buba zwracała również uwagę na charakterystyczny dla wielu kobiet sposób funkcjonowania. Najpierw dzieci, rodzina, praca i obowiązki, a dopiero gdzieś na końcu własne samopoczucie, badania i zdrowie.
– Bardzo często zapominamy o sobie. Pamiętamy, żeby dzieciom zrobić badania, myślimy za męża, żeby poszedł do lekarza, wykupił leki i jeszcze czasami przypominamy mu, żeby je zażył. A siebie zostawiamy na samym końcu. Jest takie pojęcie jak paradoks opiekuńczości – kobiety naturalnie dbają o zdrowie swoich bliskich, często stawiając własne potrzeby na końcu. Profilaktyka nie jest przywilejem ani luksusem. To podstawowy obowiązek wobec samej siebie – podkreślała.
„Myślałam, że po porodzie tak właśnie ma być”
O sprawach, o których wiele kobiet wciąż nie potrafi powiedzieć nawet podczas wizyty u ginekologa, mówiła Justyna Czerkiewicz, fizjoterapeutka uroginekologiczna od lat pracująca z kobietami w Jaśle. Swoje wystąpienie rozpoczęła od prawdziwej historii jednej z pacjentek. Zmieniła jedynie jej imię.

35-letnia kobieta przyszła do gabinetu z problemem nietrzymania moczu. Wcześniej była u ginekologa, jednak podczas wizyty nie powiedziała o swojej dolegliwości. Powód był prosty – była przekonana, że po porodzie tak już musi być.
– Powiedziała mi: „Myślałam, że po porodzie tak właśnie ma być. Dopiero niedawno dowiedziałam się od koleżanki, że można z tym powalczyć”. Odpowiedziałam jej: „Nie musi pani z tym żyć. Nietrzymanie moczu to częsty problem, ale nie trzeba go akceptować. Możemy porozmawiać o jego przyczynach, ocenić funkcję mięśni dna miednicy i dobrać odpowiednią terapię. W razie potrzeby współpracujemy również z lekarzem. Najważniejsze jednak, że zrobiła pani pierwszy krok – powiedziała o swoim problemie” – relacjonowała Justyna Czerkiewicz.
Podobnych historii w gabinetach specjalistów jest znacznie więcej. Kobiety milczą z powodu wstydu, wcześniejszych złych doświadczeń, obawy przed oceną czy diagnozą. Czasami nie wiedzą nawet, że o danej dolegliwości powinny powiedzieć lekarzowi. Innym razem stres podczas wizyty sprawia, że pytania, które miały zadać, po prostu znikają z głowy.
Nietrzymanie moczu, bolesne miesiączki, ból podczas współżycia, suchość pochwy, krwawienie po stosunku, częste infekcje, obniżenie narządów miednicy, problemy z libido czy dolegliwości związane z menopauzą – lista spraw, które nadal bywają przemilczane, jest długa. Tymczasem część z nich można skutecznie leczyć albo znacząco ograniczyć ich wpływ na codzienne życie.


Justyna Czerkiewicz zachęcała również kobiety do regularnych kontroli ginekologicznych. Jak mówiła, w swoim gabinecie nadal spotyka pacjentki, które przez kilka lat nie były u ginekologa.
– To czasem jest dwadzieścia minut, które może uratować wasze życie. Nie bójmy się mówić o trudnych tematach. Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości dotyczące swojego ciała, porozmawiajmy o nich z lekarzem czy innym specjalistą. Im wcześniej trafimy w odpowiednie ręce, tym większa jest szansa, że problem uda się ograniczyć albo rozwiązać – przekonywała.
Zdrowe odżywianie nie oznacza życia na wiecznej diecie
Inny wymiar dbania o siebie pokazała Karolina Panek, która mówiła o codziennych wyborach żywieniowych. Bez zakazów, poczucia winy i presji, że od poniedziałku wszystko trzeba robić idealnie.
Jej przekaz mógł przynieść ulgę szczególnie tym kobietom, które kolejne próby „zdrowego życia” rozpoczynają od listy produktów zakazanych, liczenia każdej kalorii i wyrzutów sumienia po kawałku ciasta.

– Chciałabym zdjąć z nas presję, że musimy jeść idealnie. Nie musimy. Jeden gorszy posiłek nie zrujnuje naszego zdrowia, tak samo jak jednorazowe zjedzenie sałatki nie spowoduje, że od razu będziemy zdrowe. Liczy się wzorzec i to, co powtarzamy regularnie. Czasami zdrowe odżywianie powoduje dodatkowy stres, bo wydaje nam się, że wszystko musi być idealne, a przecież tego stresu mamy już na co dzień bardzo dużo. Małe zmiany, ale powtarzane regularnie, mogą przynieść duży, długofalowy efekt – mówiła.
Zdrowie nie kończy się również na zawartości talerza. Równie ważne pozostają sen, nawodnienie, ruch i odpoczynek. Szczególnie ten ostatni bywa przez kobiety spychany na dalszy plan, gdy trzeba pogodzić rodzinę, obowiązki zawodowe i prowadzenie domu.

Czasem lepszą zmianą niż kolejna restrykcyjna dieta może być wcześniejsze pójście spać, regularny spacer albo znalezienie choćby krótkiego czasu tylko dla siebie. Bez poczucia, że każdą wolną chwilę trzeba przeznaczyć dla kogoś innego.
Nie każda opuchlizna to „zatrzymanie wody”
Temat, który dotyczy wielu kobiet, a często jest bagatelizowany, poruszyła również Ewa Maziarz, fizjoterapeutka, limfolog i terapeutka pracująca m.in. z pacjentkami z obrzękami limfatycznymi, żylnymi i lipoedemą.
Opuchnięte nogi pod koniec dnia, obrączka, której wieczorem trudno zdjąć z palca, czy wyraźna różnica w obwodzie kończyn nie zawsze powinny być tłumaczone pogodą, długim siedzeniem albo „taką urodą”. Jak podkreślała specjalistka, obrzęk jest objawem, którego przyczynę trzeba rozpoznać.

– Obrzęk jest objawem, a nie diagnozą. Trzeba ustalić, dlaczego się pojawia. Zwracajmy uwagę, czy powtarza się regularnie, czy jedna noga jest wyraźnie bardziej opuchnięta od drugiej, czy obwód kończyny zmienia się w ciągu dnia i czy obrzęk znika po odpoczynku. Praca z obrzękiem zaczyna się w gabinecie, ale później, jeśli pacjentka jest wyedukowana, doskonale wie, na co zwracać uwagę w domu i jak sama może sobie pomóc – mówiła Ewa Maziarz.

Specjalistka zwracała też uwagę na lipoedemę – przewlekłą chorobę tkanki tłuszczowej dotyczącą przede wszystkim kobiet. Bywa ona przez lata mylona z otyłością, a pacjentki mimo diet i ćwiczeń nie rozumieją, dlaczego proporcje ich sylwetki praktycznie się nie zmieniają. To kolejny przykład sytuacji, w której zamiast obwiniania siebie potrzebna jest wiedza i odpowiednia diagnoza.
Wiedza ma dawać kobietom narzędzia
Konferencja nie ograniczyła się do wykładów. Podczas przerwy uczestniczki mogły porozmawiać ze specjalistkami, nauczyć się samobadania piersi na fantomie, skorzystać z konsultacji dotyczących odżywiania, fizjoterapii i obrzęków oraz zapoznać się z rozwiązaniami stosowanymi w terapii uciskowej. Był również czas na rozmowę przy kawie – tę mniej oficjalną, podczas której czasem znacznie łatwiej zadać pytanie, na które wcześniej brakowało odwagi.



Podsumowując spotkanie, koordynatorka Różowego Patrolu Andżelika Misiura mówiła o drodze, którą w ostatnich latach przeszły kobiece inicjatywy dotyczące profilaktyki – od pierwszych działań Różowego Patrolu, przez kampanię Ciało Zmienna, aż po powstanie Stowarzyszenia „Dla Zdrowia Kobiet”.
– Myślę, że pisze się tutaj wspaniała historia i kolejny rozdział walki o dobro i zdrowie kobiet. Towarzyszy mi wdzięczność za to, że ktoś chce się mną zaopiekować, ale przede wszystkim chce mi pokazać, jak ja sama powinnam zatroszczyć się o siebie. Z Różowego Patrolu nauczyłam się, że wiedza daje narzędzia. Hasło „Świadoma dzisiaj, zdrowa jutro” mówi właściwie wszystko. Wiedza, którą otrzymujemy dzisiaj, daje nam potencjał na przyszłość, żebyśmy mogły być zdrowe – podkreślała.
To dopiero początek
Organizatorki zapowiedziały już kolejne spotkanie. Następna konferencja planowana jest 18 października, a działalność nowego stowarzyszenia ma obejmować kolejne wydarzenia, warsztaty i spotkania kierowane do kobiet na różnych etapach życia.

Bo zdrowie kobiety wygląda inaczej, gdy ma kilkanaście lat, inaczej po ciąży i porodzie, inaczej w okresie okołomenopauzalnym, a jeszcze inaczej po sześćdziesiątce. W każdym z tych momentów pozostaje jednak jedna wspólna potrzeba – dostęp do rzetelnej wiedzy i miejsca, w którym można zapytać bez wstydu o to, o czym czasami trudno mówić nawet najbliższym.
Sobotni wieczór w GEN-ie pokazał też coś jeszcze. Kobiety chcą takich spotkań i chcą rozmawiać o sobie nie tylko wtedy, kiedy już boli. Czasem najważniejszym pierwszym krokiem jest po prostu przestać odkładać siebie na później.


O kobiecą atmosferę wydarzenia zadbano również od kulinarnej strony. Tomasz Kosiba ze „Słodko Słono u Zofii” przygotował dla uczestniczek słodką niespodziankę – efektowny i przepyszny tort, który był miłym dopełnieniem wieczoru pełnego rozmów o zdrowiu, profilaktyce i dbaniu o siebie.
„4 Pory Kobiecości” w Jasielskim Budżecie Obywatelskim
Stowarzyszenie chce rozwijać swoją działalność także w przyszłym roku. Panie starają się o środki z Jasielskiego Budżetu Obywatelskiego na realizację projektu nr 2 „4 Pory Kobiecości”. Zakłada on organizację czterech bezpłatnych konferencji oraz 12 warsztatów, adresowanych do kobiet na różnych etapach życia – od dziewcząt w okresie dojrzewania, przez kobiety dorosłe i będące w okresie okołomenopauzalnym, po seniorki. Tematyka ma obejmować m.in. profilaktykę zdrowotną, emocje, zdrowie hormonalne, macierzyństwo, profilaktykę raka piersi i szyjki macicy, menopauzę, aktywność fizyczną, osteoporozę czy zapobieganie samotności. Głosowanie na projekt trwa od 8 września do 23 października 2026 roku. Głos można oddać online za pośrednictwem strony Jasielskiego Budżetu Obywatelskiego lub tradycyjnie w punkcie informacji Urzędu Miasta w Jaśle przy ul. Rynek 12.
AJ

