Pektowin: Wykształceni, z doświadczeniem do sprzątania
Czterech pracowników zlikwidowanego działu marketingu oraz kierowniczka wydziału soków doczekali się pracy na stanowisku robotników pomocniczych. Darcie etykiet, sprzątanie przed wydziałem to teraz ich główne zajęcia. Wczoraj odbyło się spotkanie związkowców oraz szefów Pektowinu. Dzisiaj kolejne rozmowy tym razem z pracownikami. Czy obie strony dojdą wreszcie do porozumienia?
Od kiedy właścicielem Pektowinu jest francuska firma Naturex, w zakładzie zaszły duże zmiany. Dotyczyły nie tylko zmniejszenia zatrudnienia, ale także produkcji. Zlikwidowane zostały wydziały produkcji win oraz przetwórstwa owocowo – warzywnego, a to pociągnęło za sobą również dział marketingu.
Po studiach z miotłą w ręce
Początkiem grudnia dyrekcja zaproponowała pracownikom podpisanie przez nich porozumienia, że zgadzają się przejść na stanowisko pracy w charakterze pracownika pomocniczego. Ci jednak nie zgodzili się a kierownictwo również nie było tym wzruszone. Niedługo później wręczono pracownikom wypowiedzenia o pracę. Związki zawodowe nie zdążyły odnieść się do sytuacji, bo 3 stycznia pracownicy zamkniętego w grudniu 2012 r. działu marketingu zostali przeniesieni na stanowisko niewymagające kwalifikacji – robotnika pomocniczego. Ludzie po studiach, z doświadczeniem dziś zamiatają podłogi.
Złamali prawo?

- Pracodawca ma prawo zgodnie z art. 42 par. 4 Kodeksu Pracy przenieść pracownika na okres 3 miesięcy w roku kalendarzowym na inne stanowisko po spełnieniu 4 warunków : szczególne potrzeby pracodawcy, okres nie dłuższy niż 3 miesiące, po trzecie, że nie powoduje to zmniejszenia wynagrodzenia i po czwarte odpowiada kwalifikacjom pracownika. Nie może to wymagać zbyt wysokich kwalifikacji, aby zbyt niskich – przypomina Edmund Gondek, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność Pektowin w Jaśle. Pracodawca według związkowców złamał prawo pracy, dlatego skierowali sprawę do sądu.
Wczoraj odbyło się spotkanie związkowców z dyrekcją, które nie wniosło nic nowego do sprawy. Na dzisiejszym spotkaniu pracownicy mieli przedstawić propozycje stanowisk, które ich satysfakcjonują i mogliby objąć.

- Marketing nie wchodzi w grę, gdyż nie ma tego działu. Zastanawiamy się czy to była propozycja (dyrekcji – przyp. red.) naprawdę poważnie brana pod uwagę. Zawsze można powiedzieć, że nasza odpowiedź jest nierozsądna – podkreśla Danuta Cichoń.

- My nie mamy nie wiadomo jak wygórowanych oczekiwań – dodaje Jolanta Rączka.
Związki Zawodowe Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Pektowin w Jaśle walczą o przywrócenie pracowników na godne ich stanowiska, biorąc pod uwagę ich wykształcenie i doświadczenie. - Obu stronom zależy na rozwiązaniach korzystnych dla wszystkich, zarówno dla firmy jak i pracowników. Nieodpowiedzialne jest wykorzystywanie pracowników mających potencjał, wykształcenie, doświadczenie zawodowe do prac mało wymagających, jak zamiatanie przed wydziałem. Z drugiej strony chcemy, aby pracownicy też otrzymali stanowiska pracy, które są dla nich satysfakcjonujące. Będziemy proponować takie rozwiązania, by były one zadowalające dla obu stron – zaznaczył Edmund Gondek.
A może tak a może nie
Dyrektor zakładu Pektowin Robert Reschke nie znalazł wczoraj czasu na rozmowę, ze względu na trwające wciąż ważne spotkanie. - A jutro? Nie znał odpowiedzi na to pytanie. Jednak wielokrotnie omijał dziennikarzy na korytarzu chodząc po budynku. Sekretarka nie umiała odnaleźć się w tej sytuacji. Z jednej strony pytające media, czy jest dyrektor i czy nas przyjmie, z drugiej strony presja jakiej im udzielić odpowiedzi.
Po rozmowach...
Związki zawodowe i pracownicy dzisiaj po raz kolejny spotkali się z dyrekcją Pektowinu. Wciąż sprawa pozostaje nierozwiązana, bez konkretów i porozumienia między stronami. Przedstawione propozycje nie zostały przyjęte. - Nie i nie – mówi E. Gondek. - Rozmowa ma sens wówczas, kiedy ktoś wykazuje chęć, a nie pokazuje, że on ma rację. Nic się w temacie nie zmieniło. Wszystko zmierza do tego, że jak nie ma pracy to należy dobrowolnie odejść. My jesteśmy odporni na pewne sugestie – dodaje.
Ponownie postanowiliśmy spróbować skontaktować się z dyrektorem Robertem Reschke. Szef zakładu znowu nie miał czasu. - Dzisiaj nie ma takiej możliwości – poinformowała Jaslo4u sekretarka.
Jak poinformowały nas związki, sprawa znajdzie swój finał w sądzie.
(icz)

