Smród nas zabija!
Okropny fetor, brud, szczury, zanieczyszczona woda w studni - skarżą się mieszkańcy Wolicy, którzy mają dość życia w sąsiedztwie firmy zajmującej się przetwarzaniem odpadów komunalnych. Uważają, że taka działalność nie powinna powstać na osiedlu domów jednorodzinnych.

Mieszkańcy Wolicy od kilku lat prowadzą bój z firmą Ekomax, która w 2015 r. zmodernizowała sortownię odpadów korzystając ze środków unijnych przyznanych przez marszałka województwa podkarpackiego. Za prawie 8 mln zł firma została rozbudowana i wyposażona w biofiltr. Obecnie jest to instalacja mechanicznego i biologicznego przetwarzania odpadów posiadająca pozwolenie zintegrowane. Jeszcze do niedawna Ekomax przetwarzał 20 tysięcy ton odpadów, teraz może jeszcze więcej, bo 30 tysięcy ton. Mieszkańcy wsi nie chcą żyć w sąsiedztwie firmy Ekomax. Uważają, że powinna ona powstać w miejscu oddalonym od budynków mieszkalnych, a instalacja być w pełni hermetyczna.Tymczasem zakład znajduje się w niewielkiej odległości zaledwie dziesięciu metrów od pierwszych zabudowań.

- Na swojej posesji nie mogę posadzić grządek, gdyż wszystko jest zaśmiecone, a gdy zawieje wiatr wszędzie jest biały nalot. Mam ośmiomiesięczne dziecko. Gdy chcemy wyjść z nim na spacer musimy sprawdzić, czy wieje wiatr, czy nie śmierdzi – mówi zbulwersowany Mirosław Walczyk, mieszkaniec Wolicy. To niejedyny problem, z którym zmagają się ci ludzie. - Dzieci od nas uciekają, bo nie można normalnie żyć. Wodę musimy kupować do codziennego użytku, bo studnie mamy skażone bakteriami. Ludzie się stąd wyprowadzają. My również chcemy sprzedać nasze domy, ale nie ma kupców. Trzeszczą drzwi i okna, pękają ściany, jest smród, brud i plaga szczurów. Pościeli nie można wynieść na zewnątrz, grilla nie można zapalić, czy z wnukami pobawić się na podwórku. Do tego jeszcze wszędzie są szczury – mówi sfrustrowana mieszkanka Krystyna Szpak.


fot. archiwum prywatne
„Nie da się tutaj żyć”
Zdaniem przewodniczącego Stowarzyszenia Nowa Wolica, gdyby miasto podpisało umowę z Miejskim Przedsiębiorstwem Gospodarki Komunalnej w Krośnie, które ich zdaniem ma moce przerobowe problem byłby rozwiązany. - W dużej mierze zaszkodziła nam pani Maria Kurowska, która była wicemarszałkiem. Cieszyliśmy się, że sprawy gospodarki odpadami zostały jej przydzielone. Po pewnym czasie okazało się, że bardziej przepycha tę firmę niż nam pomaga. Krośnieński zakład jest w stanie przerobić 80 tysięcy ton śmieci, a Jasło się w tym mieści. Nie wiadomo dlaczego pani Kurowska zmieniła zdanie. Wcześniej była mowa, aby RIPOK powstał na osiedlu Gamrat – podkreśla Jacek Wiatr, przewodniczący stowarzyszenia. Była wicemarszałek Maria Kurowska, obecnie członek zarządu województwa podkarpackiego nie zgadza się z zarzutami kierowanymi w jej kierunku, wyjaśniając przyczyny wpisania firmy Ekomax w Wolicy do Wojewódzkiego Planu Gospodarki Odpadami. - W związku z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 4. 10. 2018 r. Sejmik Województwa Podkarpackiego wpisał do WPGO instalację Ekomax zlokalizowaną w Wolicy. Nieprawdą zatem jest, że ktokolwiek z radnych mógł mieć wpływ na tę decyzję. Wyrok sądu jeśli staje się prawomocny to podlega wykonaniu i to miało miejsce – tłumaczy M. Kurowska.
Mieszkańcy, za pośrednictwem fundacji z Tarnowa złożyli skargę kasacyjną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie, który podtrzymał decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Krośnie w przedmiocie udzielenia pozwolenia zintegrowanego na prowadzenie instalacji do przetwarzania odpadów. Ostatecznie Naczelny Sąd Administracyjny z 21 listopada 2018 r. uchylił zaskarżony wyrok oraz decyzję. Tym samym sprawa wróciła ponownie do rozpatrzenia SKO. - Organ II instancji nie rozpoczął realizacji wyroku NSA. W związku z tym, wysłaliśmy pismo do sądu administracyjnego, aby wymusił na urzędzie marszałkowskim oraz na SKO jego wykonanie - dodaje J. Wiatr, który rozważa złożenie pozwu zbiorowego. Jeśli to nie poskutkuje będą interweniować w Trybunale Sprawiedliwości.
Nadzieja w pośle

W miniony poniedziałek w Domu Ludowym w Wolicy odbyło się spotkanie z udziałem posła Prawa i Sprawiedliwości Bogdana Rzońcy. Mieszkańcy pokładają w parlamentarzyście nadzieje, że jego interwencja przyniesie im korzystne rozwiązanie. Wiele osób bardzo emocjonalnie podeszło do tego tematu. Mocne wystąpienia niektórych z nich dawały obraz tego, jak trudno się im żyje w tym miejscu.

- Nie wyobrażacie sobie jak to jest mieć cały dzień smród! Okna otworzyć nie można, bo nie da się wytrzymać. Rodzina, która przyjeżdża w odwiedziny ucieka stąd czym prędzej! - mówi podniesionym głosem mieszkanka wsi. Poseł zapewnił, że zapozna się ze sprawą i spróbuje pomóc. - Widzę, że ludzie są w dużej desperacji, nie zdawałem sobie sprawy z tego. Skontaktuje się z marszałkiem województwa i dowiem się w jakich warunkach zapadły pewne decyzje podjęte przez Sejmik Województwa Podkarpackiego. Wypada mi także skontaktować się z właścicielem firmy, gdyż zawsze trzeba dwóch stron wysłuchać. Może uda się znaleźć złoty środek i poprzez stosowne inwestycje uda się te uciążliwości zlikwidować. Spróbuję się także dowiedzieć jak najszybciej co na już można zrobić w tej materii, na ile służby państwowe będą mogły dokonać kontroli tego, o czym ludzie mówią a więc, że śmierdzi, że woda jest skażona, czy występuje ogromny hałas w nocy – powiedział poseł B. Rzońca.
Bezpodstawne oskarżenia
Właściciel firmy Ekomax w Wolicy nie ma sobie nic do zarzucenia. Powołując się na wyrok sądu NSA oraz na uchwałę Sejmiku Województwa Podkarpackiego ich zakład został uznany za Regionalną Instalację Przetwarzania Odpadów Komunalnych. - Dzięki temu dzisiaj możemy znowu przetwarzać zmieszane odpady komunalne w swoim zakładzie. Gdybyśmy nie mieli możliwości przetwarzania tych odpadów zapewne musielibyśmy znowu wstrzymać ich odbiór od mieszkańców, bo pozostałe instalacje RIPOK mają wykorzystane moce przerobowe w pełni i nie są zainteresowane przyjmowaniem odpadów z naszego regionu. Problem zagospodarowania odpadów narasta i każdy zakład mogący przetwarzać te odpady jest teraz bardzo potrzebny. Pomimo wzrostu ceny za przyjęcie odpadów nadal jest duży problem z ich zagospodarowaniem. Tylko budowa kolejnych zakładów przeznaczonych do ich przetwarzania może zmienić tę sytuacje – wyjaśnia Jerzy Kotulak, właściciel firmy Ekomax. - Każdy może podjechać pod zakład i sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak jak ci ludzie mówią. Nie ma ani wielkiego hałasu ani smrodu. Woda jest zła, ale to nie z powodu działalności naszego zakładu. Zawiera ona dużo żelaza. Są w niej bakterie, które powstają w wyniku kontaktu wody z szambem albo gnojownikami i znajdują się w ziemi od lat. Nie są to zanieczyszczenia chemiczne pochodzące z naszego zakładu. W tej sprawie było już prowadzone postępowanie prokuratorskie ale zostało umorzone z braku powiązania działalności zakładu z jakością wody. Słysząc o złej jakości wody chcieliśmy pomóc jako lokalna firma w sprawie doprowadzenia wody dla mieszkańców Wolicy. Zaproponowaliśmy parę lat temu, że przekażemy na ten cel pieniądze i rozpoczniemy starania o budowę wodociągu. Niestety Pan Jacek Wiatr jako przewodniczący stowarzyszenia Nowa Wolica zdecydowanie odmówił przyjęcia pomocy stwierdzając, że wodociąg to mieszkańcy sobie sami wybudują. Od tego czasu minęło już parę lat i nic w tym temacie nie zrobiono – dodaje.
Jak zapewnia nas właściciel firmy planowana jest dalsza modernizacja zakładu tak, aby zmniejszyć jej oddziaływanie na otoczenie, choć jak podkreśla, nie jest ona w tym momencie szczególnie uciążliwa dla mieszkańców. - W zakładzie pracuje ponad 80 osób, które obsługują odbiór odpadów od mieszkańców kilkunastu gmin. Taki zakład musi choćby nieznacznie oddziaływać na środowisko. Chcę jeszcze zauważyć, że jest on regularnie kontrolowany przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, Urząd Gminy i inne służby, które często są wzywane przez jednego z mieszkańców na interwencje. Doniesienia o fetorze, smrodzie i innych uciążliwościach nie zostały potwierdzone przez te służby, czyli oskarżenia te okazały się być bezpodstawne – zaznacza J. Kotulak. Właściciel Ekomaxu odniósł się także do spotkania, które zorganizowano w ostatni piątek w sprawie dotyczącej jego zakładu. - Ja jako właściciel nie zostałem zaproszony. Dyskutowano więc o nas bez nas i to już nie pierwszy raz. To potwierdza, że nie szuka się rozwiązania problemów tylko nagłośnienia sprawy. Pan Jacek Wiatr startuje regularnie na radnego gminnego oraz na sołtysa. Te protesty to zapewne jego sposób na to, żeby być rozpoznawalnym, a także walczyć o głosy. Jak dotąd nie zdobył ich wiele i nigdy nie zbliżył się nawet do dobrego wyniku w tych wyborach – skwitował na koniec.
Do sprawy wrócimy.
Ilona Dziedzic
ilona.dziedzic@jaslo4u.pl

